[ Pobierz całość w formacie PDF ]

 Więc jednak to była imitacja!  wyrwało się Detynieckiemu.
 Tak, badania dokumentów kościelnych wyraznie to potwierdziły.
 Przecież ja nie mogłem tego zrobić, wiecie o tym.  Tobola popatrzył bezradnie po zebranych.
 Borowicz mówił o motorowerze, na którym przyjechał morderca. Nie mógł to być pan Kowalewski: nikt
o zdrowych zmysłach nie podjedzie pięćdziesiąt metrów motorowerem, aby zabić. Musiał ktoś przyjechać z
daleka. To byłeś ty.
 Dowody! Jakie macie dowody? Przyszedłem pijany do domu, spałem. Wyszedłem dopiero rano. Po-
twierdzają to moi gospodarze, on jest emerytowanym sędzią, jego słowa się liczą.
 Rzeczywiście, oni tak mówią, ale sam mi powiedziałeś, że słabo słyszą. Po przesłuchaniu ich dano ci
spokój. Zapomniano jednak o ich czternastoletnim wnuku, który spędza u dziadków wakacje. Ma motorower w
komórce, przerobionej dla ciebie na garaż. Właśnie chłopak zauważył inaczej ustawioną  jawkę". Miał także
zwyczaj zapamiętywania stanu licznika, żeby w szkole pochwalić się, ile to przekręcił kilometrów przez waka-
cje. Zapamiętał, że coś mu się wtedy nie zgadzało. Na liczniku było o czterdzieści kilometrów więcej, tyle co z
Ostrowa do Piaskowej Góry i z powrotem.
Kiedy zapukałeś do Branieckiego, on zapytał na pewno, kto przychodzi tak pózno, poznał twój głos i otwo-
rzył. Chciałeś rzucić podejrzenia na Kowalewskiego, gdyby ktoś usłyszał warkot motoroweru. Był to błąd. Dru-
gim błędem było użycie gazety, którą owinąłeś rurę. Tego dnia wyjątkowo opóznił się transport gazet. Przywie-
ziono je dopiero o pierwszej. A wyniki sekcji wskazują, że Borowicz zabity został między jedenastą a dwunastą.
Najbliższy punkt sprzedaży gazet jest w Ostrowie. Kioskarka przypomniała sobie, że rano ją kupowałeś.
 To kłamstwo.
 Morderca musiał być tego dnia w Ostrowie. Udaje więc pijanego, zostawia samochód przed komendą 
to wszystko zbyt piękne. Zeznanie chłopca wystarczyłoby, żeby cię aresztować, ale mamy coś lepszego: zezna-
nie świadka, który widział cię owej nocy w Piaskowej Górze. Sądziłeś, że tylko Borowicz?
 Bzdura! Myślicie, że w to uwierzę?  W oczach Toboli czaił się lęk.
 Wystarczy, że uwierzy w to sąd. ósmego lipca o godzinie czwartej rano widział cię oprócz Borowicza
także Kazimierz Waśko, wracający o tej porze do domu. Nie mogłeś go zauważyć, ale on widział cię dokładnie.
Opowiedział nam wszystko: jak wyglądałeś i jakim motorowerem przyjechałeś. Jesteś aresztowany.
Otworzyły się drzwi i do pokoju weszło dwóch funkcjonariuszy z paskami pod brodą. Szczęknęły kajdanki.
Tobola nie próbował stawiać oporu.
 Są tu ludzie, których znałeś i których gościnności nadużyłeś. Powiedz im, dlaczego zabiłeś, przecież
powodziło ci się niezle.  Paweł dał znak milicjantom, żeby poczekali.
 Tylko takim jak ty się zdaje, że byłem bogaty. Co to jest samochód? Ja chciałem mieć wszystko, żyć jak
pan, ale nie tu, w Polsce. %7łałuję, że mi się nie udało.  Tobola mówił cicho, z nienawiścią, nie patrząc nikomu
w oczy.  Braniecki był gówniarzem. Myślał tylko o swojej pracy, a miał szansę zrobić ze mną prawdziwe
pieniądze.
 Gdzie ukryłeś Madonnę?
 Chyba nie myślisz, że uwierzyłem w tę bajeczkę o fałszywej Madonnie? Braniecki był za dobrym fa-
chowcem, nie mógł się mylić. Przyjdzie czas, to ktoś się po nią zgłosi.
 Możesz mi wierzyć, że na pewno nie ty. Będziesz miał dość czasu, żeby zmienić zdanie. Wyprowadzić.
Tobola wyszedł, prowadzony przez milicjantów. Za oknem słychać było zapuszczanie silników.
W salonie goście mieli niewyrazne miny. Proboszcz nerwowo spacerował po pokoju. Kobiety milczały, tyl-
ko Sobociński z przejęcia pogwizdywał przez zęby.
Pierwszy przerwał milczenie gospodarz:
 To straszne, jak można się omylić. Kiedy pan go zaczął podejrzewać?  spytał.
 Chyba jeszcze w Warszawie. Był na czele mojej listy. On pierwszy też domyślił się, że jestem z milicji.
Zaniepokoiło go to, że kręcę się w pobliżu kościoła. Nie wytrzymał i postanowił zapoznać się ze mną. Chciał
być blisko śledztwa i udało mu się to.
 A kiedy nabrał pan pewności?  dopytywał się młody kuzyn doktora.
 Od początku dziwiła mnie jego skwapliwość w opowiadaniu o innych, ale to można było policzyć na
karb jego gadatliwości. Poza tym stale podkreślał, że nie zna się na sztuce, a kiedyś wspomniał o Madonnie z
Krużlowej, o której laik na pewno by nie słyszał.
 Czy mówił pan poważnie o tym, że figurka jest falsyfikatem?  zapytał proboszcz.
 Sądziłem, że da się nabrać. Niestety odnalezienie jej będzie teraz trudnym zadaniem dla naszej grupy
operacyjnej. Chyba że uda nam się go przekonać, żeby powiedział, gdzie ją ukrył.
Paweł był zmęczony. Czekało go jeszcze dużo pracy w komisariacie. Pożegnał się więc i wyszedł.
Na rynku utworzyły się grupki gapiów komentujących głośne już w mieście wydarzenie.
Paweł wszedł do komisariatu. Panował tam wyjątkowo duży ruch. Wywiadowcy, biorący udział w ubezpie-
czaniu akcji, palili teraz spokojnie papierosy. Komendant powiatówki, major Krupa, znalazł czas, żeby przyje-
chać do Piaskowej Góry. Uśmiechnął się do Pawła.  Dobra robota.
W ciągu minuty było połączenie z Komendą Główną. Paweł zdał krótko relację. Major ucieszył się wyraz-
nie.
 Przywozcie go jak najprędzej i sami wracajcie  powiedział
 Po wstępnym przesłuchaniu natychmiast wyślę go do Warszawy. Nie znamy jeszcze miejsca ukrycia
rzezby. Dlatego proszę o przysłanie porucznika Bruzdy i jego ekipy. Jeżeli Tobola nie powie, gdzie ukrył Ma-
donnę, tylko oni mogą ją znalezć. Chciałbym tu jeszcze zostać do jutra.
 Dobrze, ale do szesnastej chcę was widzieć w komendzie.
Paweł odłożył słuchawkę, siedział chwilę bez ruchu, po czym przeciągnął się z ulgą.
 To co, porozmawiamy z panem Tobola?  spytał komendant.
 Wprowadzić.
*
Póznym wieczorem Paweł wyszedł na miasto. Szedł w stronę Kościelnej: było ciepło, ludzie spacerowali na
rynku. Na jego widok niektórzy przystawali szepcząc między sobą.
Paweł nie był z siebie zadowolony. Dręczyło go pytanie, gdzie Tobola mógł ukryć figurkę Madonny. Cała
willa w Ostrowie, w której wynajmował mieszkanie, została przeszukana i zabezpieczona przez ludzi z Komen-
dy Powiatowej. Jedyna nadzieja w fachowcach z Warszawy, którzy potrafią znalezć igłę na parkiecie, nie zwra-
cając na siebie uwagi tańczących. Jednak i oni będą bezradni, jeżeli Tobola wywiózł gdzieś Madonnę. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • themoon.htw.pl
  •