[ Pobierz całość w formacie PDF ]
bardziej chodziło jej o Richarda. Próbowała wzbudzić jego zazdrość.
Kiedy się poznali, za wszelką cenę usiłował ją zdobyć, lecz najwyrazniej
traktował to jako rodzaj polowania. Kiedy po ślubie osiągnął swój cel,
przestał zwracać na nią uwagę.
109
RS
Spence zanurzył palce w jej włosach.
- I dzięki Bogu - rzekł. - W przeciwnym razie być może nie
podpisalibyśmy tej umowy w sprawie kurortu. Naturalnie, to niedobrze, że
Richard nie dba o żonę - zreflektował się po chwili. - Ale Leonie nie
powinna się tak bardzo uskarżać. Dzięki mężowi podróżuje po całym
świecie i ma trzy wspaniałe domy - na Florydzie, w Anglii i w Kostaryce.
A teraz może się cieszyć pobytem na tej rajskiej wyspie.
- Nie sądzę, by zależało jej na tym wszystkim. Dla niej istotne jest
jedynie małżeństwo z Richardem. Ona go naprawdę kocha.
- W takim razie wybrała dziwny sposób okazywania swego uczucia.
Nie może po prostu z nim porozmawiać?
- Też jej to poradziłam - powiedziała, gładząc jego uda. - Ale rzecz w
tym, że Leonie pragnie mieć z nim dziecko.
Spencer gwałtownie poderwał głowę.
- Daj spokój dzieciom! - zawołał. - Nie obchodzi mnie, czego chce
Leonie! Ważne, że ja chcę ciebie.
Pośpiesznie sięgnął po prezerwatywę.
Sadie kochała się z nim z zapałem, rozkoszując się wspólnym
rytmem ich poruszeń i doznań. Potem opadła na Spence'a, oparła głowę na
jego piersi i wsłuchiwała się w mocne bicie serca.
- Kocham cię - wydyszała, po czym spojrzała na niego z czułym
uśmiechem. - Może niedługo my też będziemy mieli dziecko?
Spencer nie odpowiedział od razu. Dopiero po chwili pocałował ją w
policzek i rzekł:
- Ja też cię kocham.
110
RS
Oboje ogarnął nowy przypływ namiętności. Gdy byli już spleceni w
miłosnym uścisku, szepnął jej do ucha:
- Myślę, że nasze życie i tak jest wystarczająco barwne.
W piątek rano Leonie i Sadie wybrały się na plażę, podczas gdy
mężczyzni dopracowywali ostatnie szczegóły umowy dotyczącej Nanumi.
- Porozmawiałam z Richardem - oznajmiła Leonie.
- Naprawdę?! - zawołała uradowana Sadie.
- No, najpierw musiałam przykuć jego uwagę i oderwać go od pracy.
Zagroziłam, że rozwalę jego cholerny laptop! To zrobiło na nim wrażenie i
wreszcie zaczął mnie słuchać. Wtedy wyłożyłam mu wszystko.
- I jak zareagował?
- Był zaskoczony, nawet oszołomiony. Przed ślubem nie
rozmawialiśmy zbyt wiele, a pózniej uznał, że wyszłam za niego dla
pieniędzy. Ten idiota nie zdawał sobie sprawy, że naprawdę go kocham! -
Leonie potrząsnęła głową i wydała z siebie dzwięk, mogący być równie
dobrze śmiechem, jak szlochem.
- Dopiero teraz to do niego dociera. Chyba dałam mu sporo do
myślenia.
- A co sądzi o dziecku?
- Nie mógł uwierzyć, że mówię serio. Uważał, że jest za stary - a
raczej, że ja tak o nim myślę. A potem zaczął się zastanawiać, co powiedzą
na to jego dzieci. Przypuszcza, że nie aprobują jego małżeństwa ze mną.
Ale to on musi podjąć decyzję, choć oczywiście może zapytać je o zdanie.
Sadie oświadczyła, że uważa to za bardzo rozsądne stanowisko.
- Mam nadzieję. Zobaczymy - rzekła Leonie z uśmiechem. -
Powtórzył mi ze sto razy, że nasza rozmowa była wielkim krokiem
111
RS
naprzód. I nie wyklucza dziecka. W istocie ten pomysł chyba go kusi. Ale
co najważniejsze, wie już, że go naprawdę kocham. A wszystko to
zawdzięczamy tobie! - zawołała, serdecznie ściskając Sadie.
- Powiedziała, że to wszystko zawdzięcza mnie - powtórzyła Sadie z
uśmiechem Spencerowi, który pojawił się na plaży i natychmiast porwał ją
ze sobą.
- Kto ci co zawdzięcza? - rzucił z roztargnieniem. Najwyrazniej coś
go nurtowało.
- Leonie i Richard zaczęli ze sobą rozmawiać - powtórzyła
cierpliwie. - On nareszcie jej słucha. Może nawet będą mieli dziecko. A
Leonie uważa, że to wszystko dzięki mnie.
Lecz Spence tylko pobłażliwie potrząsnął głową. Najwidoczniej
spędził ciężki dzień na precyzowaniu szczegółów umowy, powołującej w
kurorcie Nanumi konsorcjum inwestycyjne, i nic dziwnego, że nie
obchodziły go rodzinne problemy Carstairsów.
- Z pewnością odczułeś ulgę, że ta umowa została wreszcie
podpisana - powiedziała Leonie, gdy oboje wchodzili po schodkach na
ganek ich bure.
- Owszem - westchnął Spence. - Myślę, że powinniśmy już wrócić
do domu.
- Wrócić? - powtórzyła zaskoczona. - Pan Isogawa oczekuje, że
zostaniemy tu do końca tygodnia. Poza tym jutro przyjeżdża jego rodzina,
którą mieliśmy poznać, a także dzieci Walkerów i Ten Eyków. Przecież
idea kurortu Nanumi polega właśnie na kultywowaniu i wzmacnianiu
rodzinnych więzi.
Spencer zacisnął szczęki i wzruszył ramionami.
112
RS
- Dobrze, zostaniemy, jeśli chcesz - rzekł. Wszedł do pokoju i rzucił
się na łóżko, a potem chwycił Sadie za rękę i przyciągnął do siebie.
Gdy obudziła się nazajutrz rano, Spence wciąż jeszcze twardo spał.
Nic dziwnego, pomyślała. Przecież kochali się niemal przez całą noc
- namiętnie, niecierpliwie, wręcz desperacko. Prawie tak, jak przed
czterema laty - tylko że teraz była pewna ich wzajemnej bliskości i
miłości.
Dochodziła ósma. Sadie obiecała państwu Isogawa, że spotka się z
ich dziećmi i wnukami o dziewiątej przy śniadaniu. Zdąży więc jeszcze
wziąć prysznic. Nie miałaby nic przeciwko temu, żeby Spence przyłączył
się do niej, ale wiedziała, że jest wyczerpany i znużony.
Popatrzyła na niego i jej serce wezbrało miłością. Musnęła dłonią
jego potargane włosy, a potem nachyliła się i pocałowała go w nieogolony
policzek.
Wzięła prysznic, wytarła się i uczesała. Kiedy wychodziła za pięć
dziewiąta, Spence wciąż jeszcze spał.
Obudziły go śmiechy dzieci. Zaskoczony, otworzył oczy i przez
chwilę nie wiedział, co się dzieje, a potem sobie przypomniał. Zjazd
rodzinny.
Leżał, zastanawiając się, jak uniknąć całego tego zamieszania, gdy
rozległo się pukanie. Wciągnął szorty, otworzył drzwi i zamrugał
zdziwiony, gdy nikogo nie zobaczył. Dopiero kiedy spuścił wzrok,
[ Pobierz całość w formacie PDF ]