[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Amy z przyjemnością spoglądała na bezchmurne niebo
i złotobrązowe liście drzew. Adama dostrzegła na brzegu
rzeki. Miał na sobie dżinsy i czarną skórzaną kurtkę.
 O, tam są kaczki!  zawołała Elizabeth.  Dzień
dobry, wujku. Przyniosłam im chleb.
Adam wziął ją na ręce i mocno uściskał.
 Najpierw musimy nakarmić kaczki  oznajmiła
Amy.
 Naturalnie  przytaknął Adam.
Amy z córką zaczęły rzucać do wody kawałki chleba,
a kaczki nurkowały i ścigały się w pogoni za zdobyczą.
WAKACJE NA MAJORCE 109
Potem Amy dała Elizabeth do zabawy pluszowego nie-
dzwiadka, a sama usiadła na pobliskiej ławce.
 Skoro mamy rozmawiać, to zaczynajmy  rzekła do
Adama.  Dzień jest cudowny. Może uda się nam pójść
na spacer?
 Raczej nie. Od jak dawna wiesz, że moja córka
umawia się z chłopakiem starszym od niej o prawie trzy
lata?
Amy zaskoczyło to pytanie.
 Spotkałam ich tylko raz, przypadkiem. Było to
w pobliżu wejścia do parku, tuż obok szkoły.
 Co wtedy robili?
 On ją całował.
 W jaki sposób?
Jego dociekliwe pytania zaczęły ją irytować.
 Pomyliłam się, mówiąc, że toonją całował. Oni po
prostu całowali się jak para nastolatków, którzy myślą, że
są zakochani.
 Miłość! W wieku czternastu lat? Wiem, że Johanne
prosiła cię, żebyś mi o niczym nie mówiła, ale ty nie
musiałaś jej ulegać. Czy nie sądzisz, że powinienem
o tym wiedzieć? Czyżbym nie potrafił zadbać o dobro
własnej córki?
 Ta decyzja wcale nie była dla mnie łatwa. Zrobiłam
to, co uważałam za słuszne.
 No właśnie. A ja dowiedziałem się o wszystkim od
mojej byłej żony, która doniosła mi o tym z niekłamaną
satysfakcją. Johanne powiedziała jej o tym chłopaku
w zaufaniu, ale Angela uważała, że ja też powinienem
wiedzieć. Wyszedłem na głupca... I poczułem się oszu-
kany.
110 GILL SANDERSON
 Przepraszam.
Wzruszył ramionami.
 Co się stało, to się nie odstanie. Zawarliśmy z Jo-
hanne pewien układ. Mam nadzieję, że sprawdzi się on
w praktyce. Ale ty mnie zawiodłaś. Myślałem, że mogę ci
ufać.
 Przykro mi, Adam. Powtarzam, że zrobiłam, co u-
ważałam za słuszne.
 No właśnie. Chciałbym, żebyś od tej pory spotykała
się z Johanne jedynie w moim towarzystwie. A jeśli zo-
baczysz ją z jakimś...
 Jeśli zobaczę ją w sytuacji, która wyda mi się dla
niej niebezpieczna, na pewno ci o tym powiem. Ale to ja
będę decydować, co jest dla niej niebezpieczne.  Kiedy
dostrzegła wyraz jego twarzy, wiedziała, że dalsza roz-
mowa na ten temat nie ma sensu. Adam podjął już decy-
zję.  Mogę cię tylko zapewnić, że jeśli zechcę skontak-
tować się z Johanne, uprzedzę cię o tym.
 Wspaniale. Będę musiał się tym zadowolić  wark-
nął, zrywającsię z ławki.  Do widzenia  dodał i odszedł.
Kiedy wróciły do domu, Amy zamknęła się salonie,
usiadła na kanapie i wybuchnęła płaczem.
Następny tydzień wydał jej się istnym koszmarem.
Próbowała skupić się na obowiązkach w przychodni,
zdając sobie sprawę, że Adam wyraznie jej unika. Kiedy
przypadkiem na siebie wpadali, uśmiechał się do niej
uprzejmie, lecz z rezerwą, a ona odwzajemniała jego
zdawkowy uśmiech.
 Wiesz, Amy, wydaje mi się, że doktor Ross ostatnio
nie jest sobą  wyszeptała Rita, która bardzo lubiła plotki.
WAKACJE NA MAJORCE 111
 Wyobraz sobie, że w sobotę przyjechała tu jego była
żona, żeby się z nim zobaczyć. Może on za nią tęskni.
 Tak myślisz?  mruknęła Amy, siląc się na obojętny
ton.  Nie zwróciłam na to uwagi.
W porze lunchu doktor Wright zwołał krótkie zebra-
nie i ogłosił, że kwestia pogadanek na temat antykoncep-
cji została ostatecznie rozstrzygnięta.
 Rady pedagogiczne wszystkich miejscowych szkół
ustaliły, że zajęcia te poprowadzi prelegent specjalizują-
cy się w tym zagadnieniu. Zadzwoniła do mnie dyrektor-
ka Lissom Allgates i powiedziała, że nie ma już wpływu
na tę decyzję. Liczy jednak na to, że Amy kontynuować
będzie swoje dotychczasowe pogadanki.
Przynajmniej ten problem został rozwiązany, pomyś-
lała Amy, zerkając na Adama, który miał nieprzenik-
nioną minę.
 Czy możecie jutro koło szóstej wpaść do mnie na
podwieczorek?  spytała Sylvia w piątek wieczorem,
kiedy Amy przyjechała do niej po Elizabeth.  Chciała-
bym, żebyś poznała... Noela.
 Co?  zawołała Amy z uśmiechem.  Chcesz, że-
bym poznała twojego adoratora i niepokoisz się, czy
zrobi na mnie dobre wrażenie. Mamo, to nie tak. To córka
denerwuje się, przedstawiając matce swojego chłopaka.
 Noel chce was poznać  rzekła półgłosem Sylvia,
a jej policzki lekko się zaróżowiły.  Widział was z da-
leka...
 Nie mogę się doczekać. Cieszę się, że tak szybko
wróciłaś do formy, mamo. Czy wy... no wiesz...
Sylvia spąsowiała, a potem wybuchnęła śmiechem.
112 GILL SANDERSON
 Nie zapominaj, że jestem twoją matką, a matce nie
zadaje się takich pytań.
Amy poznała Noela i zapałała do niego sympatią.
Zjawił się u jej matki z wiązanką kwiatów dla gospodyni,
mniejszym bukietem dla Amy i pluszowym misiem dla
Elizabeth. Spędzili razem bardzo miły wieczór. Potem
Amy zabrała Elizabeth do domu, wykąpała ją i położyła
do łóżka, a sama usiadła na kanapie, czując się nieco
przygnębiona. Z jednej strony cieszyło ją szczęście mat-
ki, a z drugiej zastanawiała się, dlaczego ona sama nie
potrafi ułożyć sobie życia.
Minęło pięć dni. Tego wieczoru Amy musiała zostać
trochę dłużej u pacjentki. Mieszkająca samotnie starsza
pani upadła i była w kiepskim stanie. Kategorycznie
odmówiła jazdy do szpitala, więc Amy zatelefonowała
do jej córki, która obiecała spędzić noc u matki, ale
mogła zjawić się u niej nie wcześniej niż za godzinę,
toteż Amy wyruszyła po Elizabeth mocno spózniona.
Wieczór był paskudny. Przez cały dzień padał deszcz,
a teraz zerwał się jeszcze silny wiatr. Ulice Lissom były
niemal opustoszałe. Być może dlatego właśnie uwagę
Amy przyciągnęła dziewczyna w ciemnym płaszczu
przeciwdeszczowym, która niosła ciężką torbę i szła
z opuszczoną głową w kierunku dworca autobusowego.
Tą dziewczyną była Johanne.
Amy doskonale pamiętała, co obiecała Adamowi. Do-
szła jednak do wniosku, że na pewno nie będzie miał jej
za złe, jeśli podwiezie jego córkę... zwłaszcza przy tak
fatalnej pogodzie. Zjechała na pobocze i otworzyła drzwi.
 Wsiadaj, Johanne.
WAKACJE NA MAJORCE 113
 Amy, to ty...?
 No, wskakuj, bo obie zmokniemy. Dokąd cię pod-
wiezć?
 Jeśli możesz, wyrzuć mnie przy dworcu autobuso-
wym  odparła Johanne, wsiadając i kładąc torbę na
kolanach.
Amy zerknęła na zegarek. Właśnie dochodziła siód-
ma, a Adam kończył dyżur dopiero o ósmej.
 Dokąd się wybierasz w taką pluchę, Johanne? 
spytała, siląc się na beztroski ton.
Kiedy nie uzyskała odpowiedzi, zatrzymała samo-
chód, zapaliła górne światło i spojrzała na posępną twarz
Johanne.
 Dokąd się wybierasz?
 Do matki.
 Czy ona spodziewa się ciebie?
 Nie, ale przecież jestem jej córką.
 A czy twój ojciec o tym wie?
 Nie, nie wie. Ale zostawiłam list.
 Rozumiem. Dlaczego wyjeżdżasz tak nagle, jeśli
wolno spytać?
 Dobrze wiesz!  wybuchnęła Johanne podniesio-
nym głosem.  On nie pozwała mi spotykać się z Ja-
ckiem, bez przerwy mnie zamęcza, każąc odrabiać lek-
cje. A ja naprawdę dużo się uczę. Napisałam najlepszą
pracę w klasie. Zabrania mi też widywać się z tobą. Nie
mogę tego dłużej znieść, więc wyjeżdżam!
Amy westchnęła.
 Może jednak dasz się przekonać i wrócisz do domu,
co? Wiesz, że ojciec bardzo cię kocha. Jeśli szczerze [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • themoon.htw.pl
  •