[ Pobierz całość w formacie PDF ]
Stałam tam jeszcze przez chwilę, gapiąc się w ścianę i usiłując się nie rozpłakać. Nie
chciałam, żeby zobaczyli mnie zapłakaną tuż po rozmowie ze starymi. Po minucie
podeszła Vonny i spróbowała zajrzeć mi w oczy, ale się od niej odwróciłam.
- Wszystko w porządku, Gemmo? - przysunęła się bliżej i dotknęła mojego ramienia.
- Czy w domu wszystko w porządku?
Głupia krowa! Co ona sobie myśli? %7łe niby co ma być w domu? Zamknęłam oczy i
kiwnęłam głową. Miałam uczucie, jakby Vonny drążyła mi dziurę w czaszce. Przez
nią wszystko było takie trudne do zniesienia. Zdobyłam się na szept.
- Słuchaj, zrobiłam to. Wystarczy?
53
Myślała nad tym parę sekund i skinęła głową. Poszłam do toalety umyć twarz.
Zamierzali iść na imprezę, lecz ja nie miałam na to ochoty. Było naprawdę wspaniale,
ale teraz czułam się wykończona, całkowicie wykończona, jakbym nie przyjechała
autobusem do Bristolu, tylko poleciała na Księżyc i z powrotem.
Wróciliśmy ze Smółką i usiedliśmy w jego pokoju. Byłam na niego wściekła, że
trzymał ich stronę. Prawie się pokłóciliśmy. Zaczęłam płakać, a potem...
Naprawdę nie potrafiłabym długo się na niego gniewać. Kiedy zobaczył, że płaczę,
okropnie się przejął. Zaczął mnie tulić i powtarzać: Przepraszam, przepraszam... i
sam miał wilgotne oczy. A ja pomyślałam, że nie po to przebyłam taki szmat drogi,
żeby się kłócić ze Smółką o tę parę druhów drużynowych!
Czuliśmy się bardzo bliscy sobie. Chciałam rozpalić na kominku, ale tego nie wolno
nam było robić, bo sąsiedzi mogliby pomyśleć, że wybuchł pożar... i wezwać straż.
Na razie mieli nie wiedzieć, że dom jest zamieszkany. Z tego samego powodu nie
wolno nam było zapalać światła. Zaczynała mnie już trochę złościć ta lista rzeczy
zabronionych. Smółka jednak ustawił świece wetknięte w butelki i zaparzył kawę.
Usiedliśmy na podłodze, na stercie poduszek. Było trochę migdalenia i
rozmawialiśmy bardzo długo o... nie wiem... o wszystkim.
W końcu trzeba było położyć się spać. Miałam swoją karimatę, której używałam
zwykle na biwakach. Smółka miał własny materac i nie przestawał mnie zachęcać,
żebym na nim spała. Trochę mnie to zniecierpliwiło, więc powiedziałam na
odczepnego: Dobra, dobra... Miałam dla niego prezent i nie zamierzałam się
wycofać.
W tym momencie czułam się już nieco zawstydzona. Położyłam karimatę obok jego
materaca. Kiedy wyszedł z pokoju, rozebrałam się i wsunęłam do śpiwora.
No i dobrze, pomyślałam. Zrobiłam swoje. Teraz jego ruch.
Wrócił. Zdmuchnął świece i w kącie przebrał się w piżamę. Następnie wsunął się w
swój śpiwór i po prostu leżał.
Byłam zła. Wściekła. Podciągnęłam śpiwór na wysokość nosa, tak że wystawały
tylko włosy i oczy. Zerkałam na niego. Leżał z zamkniętymi oczyma w odległości
trzech stóp, gotów do snu. Najgorsze było to, że marzłam. Gdyby to miało dłużej
potrwać, musiałabym wymknąć się i wskoczyć w piżamę.
Leżałam jakieś dziesięć minut i zmarzłam już dość mocno. Wtedy on się odezwał.
- Potulimy się?
54
- Dobrze.
Przysunął bliżej swój materac i objął mnie. Nie próbował mnie pocałować. Następnie
dotknął dłonią mojej szyi. Czułam, jak jego palce ześlizgują się w dół ku ramionom...
Patrzyłam na niego. Widziałam, że otworzył oczy i uchwyciwszy moje spojrzenie,
znów je pośpiesznie zamknął. Po chwili jego palce ześlizgnęły się jeszcze niżej,
przez talię do bioder.
To właśnie był mój prezent, rozumiesz? Ja. Nie miałam na sobie nawet jednej nitki.
Smółka otworzył oczy, uśmiechnął się, a ja mu również odpowiedziałam uśmiechem.
- Jest podwójny. Zpiwór.
- Och... Głuptas.
- Wzięłam dwa śpiwory i spięłam je razem. Wydostał się ze swojego łóżka i już miał
wślizgnąć się do mnie.
- Masz coś? - zapytałam.
- No... nie...
Taki zawód! Byłam wkurzona. Usiadłam i pochwyciłam filiżankę wystygłej kawy.
- Czy to ja muszę mieć wszystko? - warknęłam i zaczęłam siorbać płyn.
- Przepraszam. Jestem taki głupi...
Cóż... chyba powinnam je mieć z sobą. Skąd miał wiedzieć? Smółka nigdy nie był
harcerzem. To było jasne.
Po chwili powiedział: Zaczekaj... , poderwał się i wybiegł z pokoju w samych
dżinsach, a ja pomyślałam...
- O, nie! - Wiedziałam, co chce zrobić. Poszedł pożyczyć od Vonny i Jerry ego... W
połowie mnie to rozśmieszyło, a w połowie rozzłościło... no bo przecież to był mój
pierwszy raz. Nie chciałam korzystać z kondomów pożyczonych od jakichś starych,
nudnych anarchistów!
Nie wracał strasznie długo. Chyba minęło pół godziny, zanim przyszedł z powrotem -
po cichu, w razie gdybym zasnęła. Był zawstydzony.
- Przykro mi...
55
- Co się z tobą działo?
- Nie bardzo chcieli pożyczyć.
- Dlaczego?
- No bo ty masz dopiero czternaście lat, no i...
Jakbym to widziała. Musiała się odbyć wielka dyskusja o tym, czy Gemma jest
wystarczająco dorosła. Byłam blada ze złości. Usiadłam nadąsana. On kręcił się
nerwowo po pokoju. Podszedł, usiadł obok mnie i zapytał, czy będę jeszcze
kiedykolwiek chciała. Potworność. Tego właśnie pragnęłam uniknąć. Sądziłam, że
odkryje moją nagość w śpiworze i to po prostu się zdarzy. A teraz siedział w swoich
niebieskich dżinsach, a ja włożyłam sweter - tak zmarzłam czekając.
- Och, nie przejmuj się... - powiedziałam.
Odwróciłam się, zawinęłam się w śpiwór i chciałam zasnąć. Wyczułam, że tkwi tam
jeszcze przez chwilę, a potem i on wszedł do swojego śpiwora. Położył się blisko
mnie i zaczął się przytulać.
Cóż, nie wszystko przychodzi tak łatwo, jakby się chciało. Znowu się odwróciłam, a
on mnie pocałował, wysunął się ze swojego śpiwora i wszedł do mojego. Leżał przez
chwilę nieruchomo, chociaż czułam, że jest bardzo podniecony. Czasami potrafi być
bardzo taktowny. Przytulaliśmy się i zrobiło się bardzo ciepło, a pózniej duszno i
gorąco, i wkrótce mój sweter powędrował w górę przez szyję...
I Smółka powiedział cicho: Kocham cię .
A ja odpowiedziałam...
Och... było mi tak przykro z jego powodu, ale nie mogłam mu ofiarować nic innego,
rozumiesz? To był zaledwie jeden moment, który przeżyliśmy razem. Bo on był dla
mnie naprawdę kimś wyjątkowym, lecz... po prostu czułam, że w każdej chwili mógł
[ Pobierz całość w formacie PDF ]