[ Pobierz całość w formacie PDF ]
wyszykowany", kobiety natomiast muszą starać się o wiele bardziej.
Nie licząc uczucia paniki i licznych telefonów do przyjaciółek,
martwimy się o to, czy powinnyśmy użyć podkładu i czy ubrać się tak
samo, jak wtedy, kiedy poznałyśmy ich w dyskotece, ponieważ
powszechnie wiadomo, że faceci mają znacznie gorszą pamięć i
gotowi sanie poznać nas w czymś innym. I jeszcze o to, czy nie
okaże się bardzo brzydki i czy w ogóle przyjdzie, bo wszyscy
zobaczą, że wystawił mnie do wiatru i wezmą mnie za idiotkę".
I stoimy, obserwując przechodniów, od czasu do czasu
spoglądając na zegarek i udając, że on się wcale nie spóznia, tylko ja
przyszłam za wcześnie, co wcale nie znaczy, że aż tak mi na nim
zależy".
Po pół godzinie mówimy sobie, że może on miał na myśli
wczorajszy dzień, albo może chodziło mu o godzinę ósmą, a nie
siódmą. A może o spotkaniu na Bewleya, a nie przy Eason's.
Paranoja robi się wtedy, gdy stwierdzasz, że Eason's jest na rogu
dwóch ulic, i że może on już od dawna czeka właśnie za rogiem.
W końcu musisz przejść na oczach wszystkich czekających na
przystanek autobusowy. Nie płacząc i nie wymyślając głośno
wszystkim facetom od drani.
Wiem coś o tym, gdyż wystawiano mnie do wiatru wiele razy. A
raz facet przyszedł na spotkanie, ale zmienił zdanie, kiedy zobaczył
mnie w świetle dziennym.
Tak, czekałam nadaremnie wiele razy.
Na szczęście nie dzisiaj.
Rozdział 8
Pojawił się dwie minuty po siódmej i - uwaga! uwaga! -
przeprosił za spóznienie.
Po raz pierwszy mogliśmy się sobie przyjrzeć w świetle
dziennym. Stwierdziłam z zadowoleniem, że nie wygląda jak potwór.
W gruncie rzeczy robił niezłe wrażenie. Ciemne, krótko ostrzyżone
włosy, przyzwoita sylwetka, ładne, proste zęby. Całkiem, całkiem. I
przygotował się - miał na sobie porządną, czystą dżinsową
marynarkę i dżinsy, nieskazitelnie białą koszulę, którą
przypuszczalnie kupił tego dnia w Dunnes, wyczyszczone buty.
- Co chciałabyś robić?
Początkowo zamierzałam odpowiedzieć pytaniem na pytanie, ale
w porę się powstrzymałam.
- Najpierw podaj mi numer swojej karty Visa lub Access i
pokaż trzy dokumenty ze zdjęciem i nazwiskiem - zażądałam.
Uśmiechnął się.
- Czy wystarczy list od matki?
- Pod warunkiem, że nie jest podpisany: Matka Sama". Jesteś
głodny?
- To zależy. A ty? Westchnęłam.
- Hmm... Przeczuwałam, że tak odpowiesz. - Wskazałam
dłonią w kierunku mostu 0'Connell. - Przejdzmy się i zobaczymy, co
dalej.
Entuzjastycznie zatarł ręce.
- Genialny pomysł. Ruszyliśmy w stronę mostu.
- Długo czekałaś?
- Parę minut. Co robiłeś po południu?
- Wróciłem do domu, trochę posprzątałem, wziąłem prysznic, a
potem przez trzy godziny siedziałem i się martwiłem.
- Dlaczego?
- Nie byłem pewien, czy przyjdziesz. Bałem się, że miałaś
lepszą propozycję. A poza tym, prawdę mówiąc, nie mam zwyczaju
umawiania się z obcymi kobietami.
- Wydawało mi się wtedy w klubie, że byłeś trochę skrępowany.
- Nie lubię takich miejsc jak Frodo's. Zawsze się boję, że
kobiety, które spotykam w nocnych klubach okażą się osobami, które
lubią chodzić do nocnych klubów.
- Poszłam tam tylko dlatego, że były urodziny mojej
przyjaciółki, Laury. Proponowałam, że zorganizuję jej przyjęcie w
McDonaldzie, ale stwierdziła, że to byłoby zbyt dziecinne. Wiem, że
boi się Ronalda McDonalda. A ty skąd się tam wziąłeś? Często
pracujesz jako didżej?
Sam potrząsnął głową.
- Nie, Dave szukał kogoś do pomocy. A właściwie to nie
chodziło mu o pomoc w puszczaniu płyt, lecz o noszenie rzeczy. -
Zacisnął pięści i naprężył muskuły. - Dotknij!
Dotknęłam jego ręki.
- Super! Czy to prawdziwy dżins?
- Aha. Kiedyś należał do Denholma Elliotta.
- Ojej, jaki jesteś zabawny - powiedziałam piszczącym głosem
z amerykańskim akcentem.
Sam przystanął i spojrzał na mnie.
- Co chcesz przez to powiedzieć? - Niezle udawał Joego
Pesciego.
- Powiedziałam, że zabawny z ciebie facet, to wszystko.
- Co, chcesz powiedzieć, że śmiesznie wyglądam, tak? To
chcesz powiedzieć? Myślisz, że śmiesznie wyglądam?
- "0k.
Znów się uśmiechnął i ruszyliśmy dalej.
- Jaki jest twój ulubiony film?
- Nie wiem. Ale wiem, jaki jest najmniej ulubiony. Cztery
wesela i pogrzeb.
Wyglądał na rozczarowanego.
- Mnie się podobał.
- Mnie też, dopóki wszyscy nie zaczęli go bez końca
wychwalać. Matka kupiła mi kasetę na urodziny, ponieważ chciała
zobaczyć ten film, a nigdy nie wydałaby na siebie tyle forsy. Za
każdym razem, kiedy narzekam, że nie mam nic do obejrzenia, mówi:
Puść Cztery wesela i pogrzeb". Goście też chcą tylko to oglądać. I
wszędzie bez przerwy puszczali tę piosenkę. Jaki jest twój ulubiony
film? Oczywiście, oprócz Szklanej pułapki.
- Trudne pytanie... Chyba Szklana pułapka 2. Nie, nie wiem.
Podobają mi się różne filmy z różnych powodów. Na przykład w
zeszłym roku dziewczyna mojego kumpla zachwycała się
Roztańczonym buntownikiem. Pomyślałem, że to film dla bab o
tancerzach. W dodatku o australijskich tancerzach. Coś w rodzaju
Wirującego seksu. I okazał się jednym z najlepszych filmów, jakie
widziałem.
Kiwnęłam głową. Postanowiłam, że Sam mi się podoba. Miał
poczucie humoru i znał się na filmach. Czegóż więcej można
oczekiwać od faceta? Oczywiście, oprócz bogactwa.
Tymczasem doszliśmy do College Green. Sam rzucił okiem na
wejście do Trinity College i powiedział:
- Często tu kiedyś bywałem.
- Co studiowałeś?
- Nic. Często chowałem się tu przed deszczem, kiedy czekałem
na autobus do Dun Laoghaire. A ty? Wyższe wykształcenie?
- Nie całkiem. Przez jakiś czas studiowałam psychologię, ale
doprowadzała mnie do szału i przerwałam. Potem chodziłam na różne
kursy komputerowe i dla sekretarek, ale w końcu wybiła godzina
prawdy i musiałam pójść do pracy.
- Co robisz? Poza tym, że jesteś drwalem.
- Jestem starszym specjalistą od spraw konsultacyjno -
kierowniczych. Organizujemy kursy dla firm, które chcą lepiej
kierować pracownikami. W gruncie rzeczy polega to na tym, że
odwiedzamy dużo firm, obserwujemy ich pracę, zapisujemy sobie ich
najlepsze rozwiązania, a potem przekazujemy im to, co
zaobserwowaliśmy w innych przedsiębiorstwach.
- Czyli jesteś Inżynierem Redystrybucji Pomysłów?
- To mi się podoba. Przypomnę sobie następnym razem, gdy
szefowa wyśle mnie po mleko.
- Może pójdziemy na pizzę? - zaproponował Sam. - Jesteśmy
blisko Gotham Cafe. Dają tam fantastyczne pizze.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]