[ Pobierz całość w formacie PDF ]
jak na zdjęciach w rubryce towarzyskiej. Wcale nie.
Głowa mężczyzny przypominała Hnattowi fotografię widzianą w podręczni-
ku: podpis pod nią głosił „wodogłowie”. To samo rozdęcie nad linią brwi, kopu-
laste i o dziwnie kruchym wyglądzie. Natychmiast zrozumiał, dlaczego te dobrze
sytuowane osoby, które zewoluowały, powszechnie nazywano baniogłowymi. To
wygląda, jakby zaraz miało pęknąć, pomyślał. I ten masywny. . . czub. Włosy zo-
51
stały zastąpione ciemniejszą, bardziej zwartą warstwą chitynowej skorupy. Banio-
głowi? Raczej orzechogłowi.
— Pan Hnatt — powiedział dr Denkmal do Richarda przystając. — I pani
Hnatt także. Zajmę się państwem za moment.
Odwrócił się do stojącego obok mężczyzny.
— To czysty przypadek, panie Bulero, że udało nam się wcisnąć pana na dzi-
siaj poza kolejnością. W każdym razie nic pan nie stracił, a raczej zyskał.
Jednak pan Bulero nie słuchał go. Patrzył na Richarda Hnatta.
— Gdzieś słyszałem już pańskie nazwisko. Ach, tak. Wspominał o panu Felix
Blau. — Niezwykle inteligentne oczy pociemniały nagle. — Czy podpisał pan
niedawno umowę z bostońską firmą pod nazwą. . . — Wydłużona twarz, jakby na
stałe odbita w krzywym lustrze, skrzywiła się lekko. — . . . Chew-Z Manufactu-
rers?
— Nnic to pana nie obchodzi! — wyjąkał Hnatt. — Pańscy konsultanci od-
rzucili nasze wyroby.
Leo Bulero zmierzył go spojrzeniem, po czym wzruszywszy ramionami od-
wrócił się do doktora Denkmala.
— Zobaczymy się za dwa tygodnie.
— Dwa! Ale. . . — Denkmal wykonał gwałtowny gest protestu.
— Nie mogę tu być w przyszłym tygodniu; nie będzie mnie na Ziemi.
Bulero jeszcze raz rzucił przeciągłe spojrzenie na Richarda i Emily Hnatt, po
czym wyszedł z sali.
Patrząc, jak odchodzi, dr Denkmal powiedział:
— Wysoce zewoluowany jest ten człowiek. Zarówno fizycznie, jak i duchowo.
Witamy w Eichenwaldzie — rzekł do Hnattów. Uśmiechnął się.
— Dziękujemy — odparła nerwowo Emily. — Czy to. . . boli?
— Nasza kuracja? — dr Denkmal zachichotał, ubawiony. — Nawet w naj-
mniejszym stopniu, chociaż z początku może wywołać szok — w przenośnym
znaczeniu tego słowa. Kiedy poczujecie państwo, jak rozrasta się wasza kora mó-
zgowa. Przyjdzie państwu do głowy wiele nowych i podniecających pomysłów,
szczególnie religijnej natury. Och, gdybyż tylko Luter i Erazm z Rotterdamu ży-
li dzisiaj; ich wątpliwości można by tak łatwo wyjaśnić dzięki Terapii E. Obaj
dostrzegliby prawdę, zum Beispiel, co do przemienienia — państwo wiecie, Blut
und. . . — przerwał i odkaszlnął. — Po angielsku to krew i opłatek w czasie Mszy.
Podobnie jak u zażywających Can-D. Zauważyliście państwo tę zbieżność? Ale
chodźmy, zaczniemy.
Klepnął Richarda Hnatta w plecy i poprowadził ich do swojego gabinetu rzu-
cając Emily spojrzenia, które Hnatt uznał za mało uduchowione.
Niebawem znaleźli się w olbrzymim laboratorium pełnym naukowych instru-
mentów. Stały tam dwa stoły, jakby w całości wzięte z filmu o Frankensteinie,
52
wyposażone w jarzma na ręce i nogi. Na ten widok Emily jęknęła i cofnęła się
o krok.
— Nie ma się czego obawiać, Frau Hnatt. To tak jak wstrząs elektryczny. Po-
woduje pewną reakcję mięśni, odruch, rozumie pani? — Denkmal zachichotał. —
Teraz muszą państwo, no, zdjąć ubrania. Każde z państwa osobno, oczywiście.
Później założycie państwo szlafroki i auskommen. . . rozumiecie? Pielęgniarka
pójdzie z panią. Mamy już karty zdrowia państwa nadesłane z Nord Amerika;
wiemy wszystko. Oboje zupełnie zdrowi, dobrzy obywatele Nord Amerika.
Zaprowadził Richarda Hnatta do bocznego pomieszczenia oddzielonego kota-
rą, tam go zostawił i wrócił do Emily. Richard słyszał, jak dr Denkmal przemawia
do Emily uspokajającym, a jednocześnie rozkazującym tonem. To było mistrzow-
skie połączenie i Hnatt poczuł ukłucie zazdrości i podejrzenia, a później smutku.
Nie całkiem tak to sobie wyobrażał; nie dość elegancko, by go zadowolić.
Jednak Leo Bulero wyszedł z tego pokoju, co dowodziło, że było tu wystar-
czająco elegancko. Leo Bulero zawsze miał to, co najlepsze.
Podbudowany, zaczął się rozbierać.
Gdzieś obok rozległ się pisk Emily.
Szybko ubrał się i opuścił boczny pokój, poważnie zaniepokojony o żonę. Jed-
nak zobaczył doktora Denkmala siedzącego za biurkiem, czytającego kartę Emily.
Żona wyszła już z pielęgniarką, więc wszystko było w porządku.
Psiakrew, pomyślał, rzeczywiście jestem spięty. Ponownie znalazłszy się
w pokoiku rozebrał się; stwierdził, że trzęsą mu się ręce.
W końcu leżał przywiązany do jednego z dwóch stołów; Emily do drugiego.
Ona też wyglądała na wystraszoną; była blada i cicha.
— Wasze gruczoły — wyjaśniał dr Denkmal jowialnie zacierając dłonie i bez-
wstydnie gapiąc się na Emily — zostaną pobudzone; szczególnie gruczoł Kre-
sy’ego stymulujący proces ewolucji, nicht wahr. Tak, wiecie o tym; każde dziecko
to wie, ponieważ w szkołach uczą o tym, co tu odkryliśmy. To co dziś odczujecie,
to nie utrata paznokci u rąk i nóg lub wyrastanie chitynowej skorupy czy powięk-
szenie czaszki, lecz — i założę się, że tego państwo nie wiedzieliście! — zaledwie
nieznaczna, ale bardzo, bardzo istotna zmiana w płatach czołowych. . . będziecie
mądrzejsi.
Znów zachichotał. Richard Hnatt czuł się podle. Niczym spętane zwierzę cze-
kał na to, co dla niego szykowali. Ładny sposób pięcia się w górę, pomyślał żało-
śnie i zamknął oczy.
Obok niego pojawił się technik, blondyn nordyckiej urody wyglądający na
pozbawionego wszelkiej inteligencji.
— Puszczamy uspokajającą Musik — powiedział dr Denkmal naciskając gu-
zik. Ze wszystkich stron zaczęły się sączyć polifoniczne dźwięki mdłej aranżacji
jakiejś popularnej włoskiej opery, Pucciniego lub Verdiego; Hnatt nie miał pojęcia
jakiej. — Teraz höre, Herr Hnatt.
53
Denkmal nachylił się nad nim i rzekł poważnie:
[ Pobierz całość w formacie PDF ]