[ Pobierz całość w formacie PDF ]
sucho.
Rok temu chodziłaś nie tylko na obiad - wybuch-
nął.
Zmrużył oczy.
Mówiłem ci na początku: nie cierpię, gdy ktoś robi
ze nie głupca. Obiad - w porządku, ale uważaj, żebyś nie
została jego deserem. Zrobisz jeden fałszywy krok,
Uczynię z twego życia piekło. Przyrzekam.
Nie musiał dodawać, że przyrzeka - pomyślała przygnębiona. Znała go wystarczająco dobrze, żeby
wiedzieć, że nie rzuca słów na wiatr.
- Jesteś wściekły, bo nie robię kropka w kropkę tego,
co mi mówisz - wybuchnęła. - Czy tego właśnie oczeku-
jesz od swoich kobiet, McCallum? Zlepego posłuszeńst-
wa?
- Między innymi - odparł, a jego pociemniałe nagle
oczy mówiły więcej niż słowa. Zatrzymały się na miękkiej
linii piersi, świdrowały ją tak, że chciała krzyczeć. - Mu-
sisz się wiele nauczyć, panno Summer - mruknął. - Ale
musisz obiecać...
Zapatrzyła się w na wpół wypitą filiżankę kawy, którą
trzymała chłodnymi palcami.
- Zgodziliśmy się przecież... zgodziliśmy się, że to
będzie tylko umowa.
Jego twarz stężała.
- Czyżby? Więc dobrze - właśnie dlatego musimy jej
dotrzymać, panno Summer-dopił kawę i wstał, czekając
na nią.
Otworzył drzwi i przepuścił ją przodem. Gdy przecho-
dziła spojrzał prosto w jej zmartwione oczy.
~ Wstydzisz się ostatniego wieczora, Abby, o to
chodzi? - spytał niskim, głębokim tonem.
Zaczerwieniła się i wbiła wzrok w dywan.
- Wolałabym zapomnieć o ostatnim wieczorze - od-
parła zduszonym głosem.
- Czy przy nim czułaś coś takiego? - spytał łagodniej
- Czy doprowadził cię do tego, że błagałaś, aby cię wziął?
Zaczerwieniła się jeszcze bardziej i spojrzała na niego^
- To nie fair, panie mecenasie ~ powiedziała. Mu-
siałam... musiałam wypić za dużo...
Wypiłaś tylko jeden łyk brandy - poprawił. - Jedy-
ną rzeczą, z powodu której byłaś pijana to namiętność.
Niech cię diabli! - krzyknęła. Schyliła się pod jego
imieniem i prawie pobiegła do wyjścia.
Na szczęście McCallum był bardzo zajęty procesem
White'a. Przez cały dzień ktoś wchodził do niego i wy-
chodził. Jednym z gości był niespodziewany świadek,
nerwowa, młoda brunetka, która widziała brutalne mor-
derstwo. McCallum trzymał jej zeznania w tajemnicy, aby
Clever Hardway, czujny prokurator, nie dowiedział się
o istnieniu kobiety i nie wykorzystał jej do własnych
celów.
Właśnie gdy brunetka siedziała u McCalluma, za-
dzwonił telefon. Abby podniosła słuchawkę i usłyszała
dyszenie Hardwaya.
Co on przede mną ukrywa? - krzyknął, nie mówiąc
nawet dzień dobry", co było doprawdy niezwykłe, gdyż
starał się robić wrażenie gentlemana. - Dochodzą do
moich uszu różne wieści i to mi się nie podoba, Abby.
Jeżeli wykręci mi jakiś numer, zrobię z niego siekany
kotlet, przyrzekam!
Spokojnie, panie Hardway - zaczęła jak najmil-
szym głosem, który na McCalluma działał uspokajająco.
Jestem pewna, że pan McCallum powiedział panu
wszystko...
Powiedział mi wszystko oprócz prawdy - otrzymała
wściekłą odpowiedz. -Klnę się na wszystkie świętości, że
zamierza wprowadzić jakiś niespodziewanych świadków
na minutę przed zakończeniem przewodu sądowego!
Abby musiała przygryzć paznokcie, żeby powstrzymać się od uśmiechu.
- Ależ z pewnością wie pan wszystko... - zaprotes-
towała łagodnie.
- Skąd mam wiedzieć? - wybuchnął. - Przekupujecie
ludzi, żeby trzymali język za zębami! Jestem tego pewien,
podejrzana cisza panuje wokół tej sprawy! Powiedz mu...
zresztą nie, ja mu powiem, daj go do telefonu...
- Nie mogę, panie Hardway, ma właśnie naradę...
- On zawsze ma naradę - usłyszała prędką od-
powiedz. - Albo jest zajęty. Albo je właśnie lunch! To
niemożliwe, żeby prawnik tak mało przebywał w biurze
do dyspozycji klientów! I nigdy nie odpowiada na moje
telefony, jeszcze ani razu nie zadzwonił do mnie, gdy go
o to prosiłem! -w słuchawce rozległo się długie, głębokie
westchnienie, a gdy się skończyło, głos Hardwaya był
nieco spokojniejszy.
- Powiedz panu McCallumowi, że tym razem nie
zamierzam zjawić się w sądzie. Zrobiłem już, co do mnie
należało. Ale jeśli jeszcze raz usłyszę pogłoskę o nie-
spodziewanym świadku, przyjdę tu i będę trząsł go za
uszy tak długo, aż mi nie powie wszystkiego. Powiedz mu
to koniecznie. Do widzenia, Abby.
Abby zapatrzyła się na słuchawkę i mimo wysiłków
nie mogła powstrzymać się od śmiechu.
- Co cię tak rozśmieszyło? - spytała Jan.
- Pan Hardway - odparła Abby, wskazując na słu-
chawkę. - Powiedział, że jeśli McCallum znów przy-
prowadzi do sądu jakiegoś nowego świadka, przyjedzie tu
i wytarmosi go za uszy.
Jan wybuchnęła śmiechem. Clever Hardway, brylant
prokuratury, nie dorastał McCallumowi pod względem
inteligencji nawet do pięt. Zdawał sobie z tego sprawę
i dlatego tak nie cierpiał adwokata.
Kiedy mała brunetka wyszła z biura McCalluma,
posyłając Abby nerwowy uśmiech, była już pora lunchu.
Abby przepisywała właśnie potwornie długą petycję
związaną z procesem White'a, poprosiła więc Jan, aby
przyniosła sandwicza i drinka. McCallum wyszedł z gabi-
netu i spojrzał na nią.
Nie jesz lunchu? - spytał krótko.
Potrząsnęła głową.
Nie mam czasu.
Jesteś strasznie pracowita, miss Summer - rzekł
wyraznym sarkazmem.
Nie bądz kąśliwy, dobrze? - mruknęła. - Prokura-
tor okręgowy wystarczająco się nade mną znęcał. Nie
zostawił na mnie suchej nitki.
Hardway dzwonił? -McCallum uniósł brwi. - Cze-
go chciał?
Słyszał plotki o twoim niespodziewanym świadku
- odparła.
Włożył ręce do kieszeni, na jego twarzy przemknął
uśmiech.
Jakie plotki?
Nie wiem. Po prostu plotki - przez cały czas, gdy
zmin rozmawiała, pisała na maszynie. Teraz uniosła
wzrok. - Powiedział, że jeśli znowu zaskoczysz go jakimś
świadkiem, przyjdzie tutaj i wytarga cię za uszy.
Dopiero teraz prysnął zły humor, który miał od rana.
Odrzucił głowę do tyłu i zarechotał.
Mój Boże, czy zamierza przynieść ze sobą roz-
kładaną drabinkę?
Abby uśmiechnęła się.
Nie powiedział - przekręciła wałek i wyciągnęła
papier z maszyny, starannie układając kalki na półce.
Ale przypomniało mi się, że w przyszły czwartek
w południe twój klub wydaje lunch na cześć Hardwaya
Z wyrazami uznania dla jego sukcesów.
- Ja go nie darzę uznaniem - rzucił z błyskiem
w oczach.
- Nie przypuszczam też, żeby on cię darzył jakimś
szczególnym uznaniem - roześmiała się.
- Czy muszę mu wręczyć prezent? Znajdz mi jakiś
obraz z... osłem...
- Panie McCallum!
Z rozbawieniem przyglądał się lekkim rumieńcom,
które pokryły jej twarz.
- No dobrze, przesadziłem - przyglądał się zarysowi
[ Pobierz całość w formacie PDF ]