[ Pobierz całość w formacie PDF ]

podejrzewałam, bardzo brakowało w jej młodym życiu.
Zaskoczyło mnie, kiedy przez chwilę ociągała się w drzwiach; wyczułam zmianę nastroju.
 Casey, przepraszam za wczoraj  powiedziała, potwierdzając moje przypuszczenie. 
Naprawdę. Jeszcze się na mnie gniewasz?
 Nie, skarbie. Nie gniewam się. Tylko nie wiem, co myśleć. Widzisz, znam Mike a i
Kierona tak dobrze, jak znam siebie i wiem, że to wszystko, co mówiłaś, bardzo ich zdenerwowało.
Rzecz w tym, że nasza rodzina nie jest taka. I to boli, kiedy ktoś rzuca takie uwagi.
Przygryzła wargę i skinęła głową.
 Naprawdę strasznie mi przykro. To miał być tylko żart. Tak się zaczęło. Ale poszło za
daleko, co?
 Obawiam się, że tak, skarbie. I to nie był szczególnie zabawny żart, prawda?
 No, nie był.
 Ale wiesz co, spóznisz się na sprawdzanie obecności, jeśli zaraz nie pójdziesz. Może
porozmawiamy o tym jeszcze, jak wrócisz do domu? Naprawdę już się nie gniewam i bardzo się
cieszę, że przeprosiłaś. To było bardzo dojrzałe.
Rozchmurzyła się na te słowa.
 Oki doki  rzekła z szerokim uśmiechem.  To do zobaczenia niedługo.
I poszła, znów wesoła jak szczygieł, przynajmniej z pozoru. Sprawa zamknięta.
Odmachnęłam jej ostatni raz, po czym zamknęłam drzwi i patrzyłam przez okno, jak truchta ulicą
 wcielenie niewinnej uczennicy. To dziecko naprawdę było enigmą, dumałam. W jednej chwili
drapieżna, zmysłowa kusicielka, w następnej mała dziewczynka, istny anioł. Czy ona sama w ogóle
wiedziała, kim jest? Nie wydawało mi się.
Chwilowo odpuściłam sobie zmywanie i ruszyłam prosto do telefonu. Najwyższa pora
zadzwonić do Johna Fulshawa. Niech ma udany poniedziałek.
Rozdział 12
John cierpliwie wysłuchał mojej relacji z wydarzeń poprzedniego dnia.
 I chodzi mi nie tyle o te niewłaściwe zachowania seksualne  powiedziałam mu. 
Mam mnóstwo doświadczenia z dziećmi przedwcześnie rozbudzonymi seksualnie. Chodzi mi o
inne rzeczy, które robi. To mówienie do siebie. To wygląda, jakby wpadała w jakiś trans, chyba
nawet nie zdaje sobie z tego sprawy. A potem staje się kimś innym, jak za naciśnięciem pstryczka.
John, wydaje mi się, że ona potrzebuje pomocy. Psychiatrycznej, znaczy. Udało ci się znalezć coś
więcej na jej temat?
 Niestety nic konkretnego na temat oskarżeń o molestowanie. Jak na razie. Ale udało mi
się przynajmniej ustalić trochę więcej faktów na temat jej rodziny.
 Genialnie  odparłam, siadając na dolnym schodku.  Dawaj.
 Smutna historia  zaczął.  Zresztą, jak wszystkie. Ale zaczyna się od tego, że jej
mama urodziła ją w wieku szesnastu lat.
 To mnie nie zaskoczyło. Wyglądała mi na niewiele starszą od Riley.
 Bo tak jest. Ile ma teraz lat? Dwadzieścia osiem? Tak czy inaczej ojciec, jak już wiesz,
nigdy nie był obecny w jej życiu. Zdaje się, że nikt go nie widział i nie słyszał o nim od tej
jednorazowej przygody. Być może nawet nie wiedział, że Grace jest w ciąży. Wiemy za to, że
dziadkowie nie posiadali się ze wstydu. Kiedy Grace zaszła w ciążę, mieszkali w całkiem innej
części kraju, ale przeprowadzili całą rodzinę, cały dom, tutaj, w nasze strony. Włącznie z młodszym
bratem. To ten człowiek, który na początku wziął Sophię pod opiekę, jej wujek James, który zresztą
nie był zachwycony tą przeprowadzką. Ożenił się młodo i wyniósł z żoną jak najdalej od tego
wszystkiego.
 Od czego wszystkiego?
 Od rodziców. Przynajmniej tak mówią ludzie z opieki społecznej. Podobno byli bardzo
surowi. Szczególnie matka. I dobrze sytuowani. Wręcz bardzo zamożni. I to chyba prawda, bo
zainstalowali Grace i małą Sophię w oddzielnym mieszkaniu i materialnie niczego jej nie
brakowało.
 Trochę to dziwne.
 Też tak pomyślałem. Ale podobno tak to właśnie wyglądało. O ile wiemy, Grace nigdy
nie pracowała. %7łyła z pieniędzy rodziców. Sophia też miała w zasadzie wszystko, czego chciała...
przynajmniej z materialnego punktu widzenia. Co by wyjaśniało, dlaczego sprawia wrażenie takiej
rozpieszczonej. Tak jak mówisz, dziwny układ. No i oczywiście w końcu zdiagnozowano u niej
chorobę Addisona... nie wiem, kiedy dokładnie, ale dość wcześnie, więc ta sprawa pewnie była
dość istotnym czynnikiem.
 I z taką młodą matką, na dodatek samotną...  Obraz zaczynał się wyostrzać. 
Ciekawe, czy rodzice je wspierali? Bo kiedy nas tak napadli, wyglądali na zdruzgotanych,
szczególnie babcia. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • themoon.htw.pl
  •