[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Jaxem.
To zdjęcie Vincent przesłał ze swojej komórki na moją.
Zrobił je podczas pierwszej i zarazem ostatniej rodzinnej kolacji z
Jaxem w restauracji U Rossich. Jax siedział za mną, a ja opierałam
się o niego. Śmialiśmy się, on obejmował mnie w talii, ja jego za
szyję. Podesłałam fotografię Jaxowi, a sama trzymałam ją jako
tapetę w telefonie, dopóki patrzenie na nią nie stało się zbyt
bolesne.
Odłożyłam oba zdjęcia na półkę. Moje serce biło jak
oszalałe, a rozmaite myśli wirowały w głowie.
Gdzie do cholery był Jax?
Wokoło panowała dziwna cisza. Popatrzyłam nieobecnym
wzrokiem na drzwi frontowe, a potem zerknęłam na zainstalowany
w ścianie monitor kamery przemysłowej. Jax i jego tata stali w
foyer, Jax z założonymi rękami, a Parker z dłońmi w kieszeniach.
Byli do siebie niezwykle podobni, choć rzecz jasna nie mogliby się
bardziej różnić ubiorem.
Obserwowałam z uwagą ich postawę i nieufne spojrzenia.
Nie znałam rodzinnych układów Rutledge’ów, ale od razu
zauważyłam, że brak w nich ciepła i w niczym nie przypominają
relacji panujących wśród Rossich.
Rutledge’owie byli bardzo wymagający. Domyślałam się, że
Jax musiał mieć ciężkie dzieciństwo. Wielokrotnie demonstrował
pogardę dla Rutledge’ów i samego siebie, ale i tak przedłożył
rodzinę nade mnie. To dzięki niemu Ianowi udało się zablokować
umowę z Mondego, choć przecież Jax wcześniej twierdził, że
obchodzę go tylko ja.
Naprawdę należało zbadać tę sprawę.
Byłam zdecydowana uzyskać odpowiedzi na pytania, które
mnie nurtowały. Doszłam do wniosku, że Jax jest mi coś winien i
mam prawo poznać prawdę.
Skręciłam do jego gabinetu, ale zawahałam się na progu. To
pomieszczenie bardziej pasowało do tego, jak postrzegałam Jaxa.
Choć pokój był nowoczesny i męski, na szczęście dominowały w
nim neutralnej barwy ściany i miodowe drewno, nie zabrakło także
czerwonych i złotych detali. Pod ścianami stały regały pełne
książek w twardych okładkach oraz popularna beletrystyka w
kieszonkowych wydaniach. Tu też dostrzegłam swoje zdjęcie na
półce. Ta fotografia nie leżała, tylko stała, i byłam na niej sama,
bez Jaxa.
Zdjęcie zrobiono niedawno, najwyżej pół roku temu.
Wpatrywałam się w nie z drugiej strony pomieszczenia i czułam,
że moje ręce wilgotnieją.
Przez cały czas mnie obserwował.
Pytania mnożyły się w mojej głowie, ale jednej z
najważniejszych odpowiedzi dostarczyła mi sama obecność tego
zdjęcia. Nie wiedziałam, czy mam się cieszyć, czy smucić.
Biurko Jaxa pełne było porozrzucanych kartek i otwartych
teczek, ale odwróciłam się do nich plecami. Widziałam już
wystarczająco dużo.
Wróciłam do salonu, zabrałam torebkę i ruszyłam w kierunku
drzwi. Dżentelmeni rozmawiający w foyer wydawali się
zaskoczeni moim widokiem. Umilkli, a ja skinęłam im głową, po
czym uniosłam ją wyżej i poszłam w kierunku windy.
– Gia. – Jax zrobił krok w moją stronę. – Nie idź.
– Chętnie z panią zjadę – zaproponował Parker, podchodząc
do mnie z przesadnie przyjaznym uśmiechem. – Miło znowu panią
widzieć.
– Witam pana – odparłam uprzejmie.
– Powinniśmy sobie mówić po imieniu. Jestem Parker.
– Tato – warknął Jax, podchodząc do nas. – Jeszcze nie
skończyliśmy rozmawiać.
– Pogadamy później, synu. – Parker poklepał go po ramieniu.
– Mieliśmy zjeść kolację – oznajmił Jax, patrząc na mnie.
– Musimy to przełożyć.
– Nie rób tego, Gia.
Uśmiechnęłam się do niego ponuro, po czym obiecałam:
– Nic się nie martw, wrócę.
Winda przyjechała, a gdy drzwi się otworzyły, Parker gestem
zaprosił mnie do środka.
Jax chwycił mnie za łokieć i zażądał:
– Daj mi pięć minut.
– Może zadzwonię do ciebie później?
Uświadomiłam sobie nagle, że wcale nie chcę tutaj zostać.
Byłam zbyt zagubiona i obolała. Potrzebowałam przestrzeni.
Jax zacisnął zęby. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • themoon.htw.pl
  •