[ Pobierz całość w formacie PDF ]
W jej serce wstąpił nowy lęk. Wiązał się z Vincentem.
Z tym mężczyzną z krwi i kości, którego zaczęła podzi
wiać wiele miesięcy przed tym, nim pewnego brzemien
nego w skutki wieczoru wdarł się w jej świat z siłą
rozpędzonej komety.
RS
ROZDZIAA CZWARTY
- Tato, już jestem! - zawołała Monique od progu.
- Chwila! - odkrzyknął, zasłaniając mikrofon słu
chawki. - Przepraszam, doktorze. SÅ‚ucham.
- Mówiłem właśnie, że skoro jutro rano wyjeżdżacie
państwo do St. Genes, prześlemy kartę choroby Paula
do szpitala w Bordeaux na ręce doktora Cluny. To zna
komity psychiatra. Skonsultuję się z nim, żeby znał
sprawę na bieżąco. A gdyby miał pan jakieś pytania,
proszę bez oporów dzwonić do mnie.
- Dziękuję.
Monique wbiegła do pokoju. Z wyrazu jej twarzy
ojciec odgadł, że chciałaby jak najprędzej porozma
wiać. Uśmiechnął się do niej, szczęśliwy, że stosunki
między nimi wyraznie się polepszyły.
- Zanim się pożegnamy, chcę panu powiedzieć, że
skutki dzisiejszych odwiedzin panny Linn są wręcz o-
lśniewające. Utwierdza mnie to w przekonaniu, że nasz
plan ma wielkie szanse powodzenia. Dobrą wróżbą na
przyszłość jest również to, że kryzys minął bez koniecz
ności szpikowania Paula silnymi lekami. Wkrótce pań
ski syn odzyska równowagę psychiczną. Jestem tego
absolutnie pewien.
RS
Vincent nie miał zbyt dużej nadziei na odbudowanie
dawnej więzi z Paulem. Za szczyt szczęścia uznałby już
choćby powierzchowny, poprawny kontakt. Refleksję tę
pozostawił jednak dla siebie. Syn żył i pragnął wrócić
do domu. To i tak był cud. A wszystko dzięki bezintere
sowności kobiety, która przedłożyła dobro Paula ponad
własne potrzeby i cele.
- Jeszcze raz dziękuję, doktorze. Jestem panu bar
dzo wdzięczny. Do zobaczenia.
- Nareszcie! - odetchnęła głośno Monique, gdy wy
łączył telefon. - Czy skontaktowałeś się z panem
Gide'em?
- Owszem. Najpózniej jutro rano otrzyma przelew.
A Paul? Przyjął pierścionek? - W tej sprawie Vincent
zdał się na córkę.
- Nie od razu. Dopiero kiedy powiedziałam, że pro
siłeś, żebym go oddała, bo uważasz, że ma prawo zrobić
z nim, co zechce.
- Dziękuję, maleńka. Zawsze mogę na ciebie liczyć.
- Tylko że... - Spojrzała ojcu w oczy. - Tato, Hallie
i tak nie przyjmie od niego tego pierścionka, nawet
gdyby bardzo o to zabiegał.
- SkÄ…d wiesz?
- Po prostu wiem.
- Co zatem zmieniło się od czwartku? Tak chętnie
zniknęłaś wtedy z domu, żeby mógł poprosić ją o rękę,
- Wszystko się zmieniło.
- Uzyskał to, czego pragnął. Czy o to ci chodzi?
Będzie miał czas poznać Hallie bliżej bez obawy, że ona
wyjedzie. Myślałem, że cię to ucieszy.
RS
- CieszÄ™ siÄ™, ale...
- Ale co?
- Nie wiem. Wszystko jest już nie takie, jak było.
Paul zmienił się.
Doktor Mauris powiedział Monique prawdę o wy
padku brata. Nie wyjaśnił jej jednak powodów, dla któ
rych Hallie zdecydowała się jechać z nimi do St. Genes.
Monique była z Paulem zbyt blisko. W chwili słabości
mogłaby zdradzić mu coś, co przekreśliłoby obraną ta
ktykÄ™ leczenia.
- Dlaczego tak uważasz?
- No, na przykład... Telefonował przy mnie do tego
swojego banku. Dyrektor zirytował się, powiedział, że
niepotrzebnie zawracał mu głowę. Paul odciął się nie
grzecznie. Zupełnie jak nie on.
Psychiatra powiedział Vincentowi, że Paul musi wy
dorośleć i zmierzyć się z światem rzeczywistym. I oto
właśnie chłopiec zaczynał poznawać jego smak.
- Prawdopodobnie będziemy teraz świadkami wielu
działań Paula, które wydadzą ci się niezgodne z jego
charakterem. Wchodzi w dorosłość, poznaje jej prawa.
Wszystko, co możemy zrobić, to kochać go jak dotąd
i być przy nim.
Z oczu Monique popłynęły łzy. Rzuciła się ojcu w ra
miona.
- Tak bym chciała, żeby to wszystko nigdy się nie
stało.
Wyraziła dokładnie to, co odczuł sam, gdy dowie
dział się od jubilera, że Paul kupił u niego pierścionek.
Dziwne, ale teraz już tak nie myślał.
RS
Były sprawy, o których jego dzieci nie wiedziały.
Tajemnice, które dzielił wyłącznie z dziadkiem Mauri-
ce'em i które obaj przysięgli zabrać ze sobą do grobu,
w przeświadczeniu, że tak będzie dla wszystkich najle
piej. Zajście z Hallie świadczyło jednak o niesłuszności
takiego toku rozumowania. To, co się stało, wytrąciło
Rollanda z głębokiego snu. Doktor Mauris nie wiedział
o tym, ale gdy mówił, że Paulowi grozi w życiu nieule
czalne marzycielstwo, było tak, jakby charakteryzował
nie syna, a ojca - osiemnastoletniego, bujajÄ…cego w ob
Å‚okach Vincenta.
Zakłamując przeszłość, to właśnie on, dojrzały już
człowiek, odpowiadał za kryzys w rodzinie, który mógł'
trwać całe życie. Bez względu na konsekwencje jego
dzieci powinny usłyszeć prawdę. Może wtedy zrozu
[ Pobierz całość w formacie PDF ]