[ Pobierz całość w formacie PDF ]
prostu nie chciałem nic mówić, na wszelki wypa
dek...
- Wiem. - Alice ponownie położyła mu palce
WAOSKI KOCHANEK
309
na ustach, aby umilkł. Pragnęła uciszyć go poca
łunkiem, lecz zabrakło jej śmiałości. - Rozumiem.
Gdy wyciągnął ku niej ręce, chwyciła go za
dłonie i uścisnęła je mocno.
- Nie mogłem jednak dopuścić, abyś odeszła
- ciągnął. - Kiedy więc do ciebie przyjechałem, po
długich poszukiwaniach...
- Przecież przysłałam ci wiadomość.'..
- Z informacją, że chcesz ze mną porozma
wiać. Wiem. Mówiłem ci już przecież, że wcześ
niej cię szukałem. Adres był mi znany. Potem
sprowadziłem cię tutaj. Nawet po tym strasznym
wypadku nosiłaś na palcu pierścionek ode mnie,
więc wszystko inne przestało się liczyć. Bałem się
zapytać...
- Pierścionek od ciebie... - Alice zamrugała,
aby powstrzymać łzy. Naprawdę cierpiała. - Nosi
łam twój pierścionek, to prawda, ale...
- Nie. - Tym razem Domenico ją uciszył. Po
całunkiem. Tak mocnym i czułym, tak pełnym
miłości, że Alice wstrzymała oddech. - Nie, cara,
nie. Nie chodziło tylko o dziecko, choć wówczas
próbowałem to sobie wmówić. Pragnąłem mieć
ciebie u swego boku, przyjąć cię do swojego życia.
Nie potrafiłem bez ciebie żyć, a kiedy myślałem,
że będziesz matką mojego dziecka, że wreszcie
założę rodzinę, czułem się tak, jakby cały świat
należał do mnie.
- Zwiat... rodzina... - szepnęła. - A ja zawiod
łam. Straciłam nasze dziecko.
310 KATE WALKER
Nie udało się jej powstrzymać łez. Popłynęły jej
po policzkach, lecz Domenico delikatnie je osu
szył.
- Och, nie, ukochana, nie myśl w taki sposób.
Chciałem tamtego dziecka, kochałbym je bardzo,
ale to ty jesteś moją rodziną, moim światem.
Jeśli będę miał ciebie, nic więcej nie będzie mi
potrzebne.
Jego pocałunek był długi i powolny, zdawał się
zapowiadać przyszłość: długie życie w szczęściu.
Tylko jedna myśl dręczyła Alice.
- Ale... co ze ślubem? Kiedy wróciłam ze szpi
tala, wszystko znikło. Pozbyłeś się nawet mojej
sukni. Uznałam, że na pewno nie chcesz już myś
leć o małżeństwie...
- Bo nie nosisz mojego dziecka, tak? - dokoń
czył Domenico, kiedy się zawahała. Jego głos był
głęboki i szczery aż do bólu, podobnie jak namięt
ność w jego wzroku. - Mylisz się, moja droga, i to
dramatycznie. UprzÄ…tnÄ…Å‚em wszystko, bo nie
chciałem wywierać na ciebie nacisku. Chciałem,
abyś wiedziała, że jesteś wolna i możesz podjąć
decyzję. %7łe nie jesteś związana żadną przysięgą.
Postanowiłem zapewnić ci czas i przestrzeń, tak
bardzo potrzebne po poronieniu. Oświadczyłbym
ci siÄ™ ponownie, ale dopiero po kilku miesiÄ…cach
- tym razem wszystko przebiegłoby jak należy.
Chciałem cię poślubić jeszcze bardziej niż na
początku, bo poczułem, jak to jest mieć żonę,
dziecko... rodzinÄ™.
WAOSKI KOCHANEK
311
Jeśli Alice żywiła jakiekolwiek wątpliwości, po
tym wyznaniu wszystkie znikły. Mężczyzna tak
silny i pewny siebie jak Domenico niepewnie
dobierał słowa, ukrywał wilgotne od łez, brązowe
oczy za kurtyną gęstych, czarnych rzęs -ten widok
poruszył serce Alice i nasunął jej myśli o miłości,
pragnieniu i samotności po stracie kogoś najbliż
szego.
W końcu ośmieliła się ruszyć przed siebie,
zarzucić Domenicowi ręce na szyję, uścisnąć go
mocno i pocałować go w usta, długo i namiętnie.
Domenico zareagował momentalnie. Przyjął
wszystko, co mu ofiarowywała, i odwzajemnił to
po tysiąckroć. Dał jej miłość, wierność, serce
- wszystko w jednym pocałunku.
Alice mogłaby spędzić przy nim resztę życia.
Nie odmówiłaby też, gdyby wziął ją na ręce i za
niósł do sypialni, aby tam mogła podarować mu
całą siebie i poczuć, że odwzajemnia jej namięt
ność. Domenico dziwnie stanowczo nie chciał ulec
jej dyskretnym zachętom, kiedy delikatnie popy
chała go ku drzwiom.
- Zaraz, zaraz, moja droga - poprosił łagodnie.
- Poczekaj chwilÄ™, dobrze? Jest coÅ›, co muszÄ™
zrobić.
Alice ze zdumieniem patrzyła, jak Domenico
nagle klęka na jednym kolanie, chwyta ją za rękę
i składa na niej długi, żarliwy pocałunek.
- Alice... moja ukochana... Najdroższa... Tym
razem wszystko zrobię jak należy. Chcę, abyś
312 KATE WALKER
wiedziała i nie miała najmniejszych wątpliwości,
że cię uwielbiam, że bez ciebie świat byłby pus
ty...
Z niedowierzaniem patrzyła, jak wyciąga coś
z kieszeni. Był to ten sam pierścionek zaręczyno
wy, którym w niego cisnęła. Nie zauważyła, że go
podniósł - nic dziwnego, była tak wściekła, że
ledwie dostrzegała, co się wokół niej dzieje.
- Najdroższa Alice, moje życie, moje serce
należą do ciebie. Czy zechcesz za mnie wyjść i być
moją żoną, moją rodziną, na resztę życia? Błagam,
nie łam mi serca i zgódz się.
Alice również uklękła na dywanie i popatrzyła
głęboko w oczy Domenica, z miłością i uwiel
bieniem. Dotąd nie zdawała sobie sprawy, że moż
na tak pokochać drugiego człowieka.
- Z najwyższą przyjemnością - odparła z zapa
łem. W jej głosie nie słychać już było niepewności
ani strachu. - Tak, mój ukochany, tak. Wyjdę za
ciebie. I nie musisz mnie do tego przekonywać,
o niczym bardziej nie marzÄ™.
W tym samym szpitalu, w którym zaledwie
piętnaście miesięcy wcześniej Domenico pełnił
długą, samotną straż przy łóżku Alice, raz jeszcze
usiadł przy pogrążonej we śnie kobiecie. Tym
razem był w zupełnie innym nastroju. Miał ochotę
krzyczeć z radości na cale gardło.
Nie mógł się doczekać, aż jego ukochana się
ocknie. Chciał jak najszybciej ujrzeć uśmiech na
WAOSKI KOCHANEK 313
jej twarzy i przekonać się, że jest równie szczęś
liwa jak on.
W końcu Alice poruszyła się, otworzyła oczy
i powiodła wzrokiem dookoła.
- Dom? - spytała cicho. - Czy to się zdarzyło
naprawdę? Może mi się przyśniło?
- To nie był sen, ukochana - zapewnił ją łagod
nie. - To cudowna rzeczywistość. W nocy urodził
się nasz syn. Wspaniały chłopak, silny i zdrowy.
- Nasz syn - powtórzyła Alice z przejęciem. Jej
błękitne oczy promieniały radością. - Mogę go
wziąć na ręce?
- Pewnie.
Domenico podszedł do łóżeczka. Ostrożnie
podniósł maleńkie dziecko, urodzone przed zaled
wie dwunastoma godzinami, i wręczył je Alice.
Delikatnie je przytuliła i pocałowała w mały, zadar
ty nosek.
- Czy kiedykolwiek będę w stanie jakoś ci się
odwdzięczyć za ten dar? - spytał i usiadł na skraju
[ Pobierz całość w formacie PDF ]