[ Pobierz całość w formacie PDF ]
- Skąd wiesz? - odezwała się Tina. - Co wiesz? Mama ci coś mówiła?
- Nie. - %7łałowałam, że w ogóle się odezwałam. - Nic nie wiem!
56
- Czyli co? Solomon nie poprosił twojej matki o dwa helikoptery, trzy paralizatory i tuzin
brazylijskich paszportów?
Zanim jednak zdołałam odpowiedzieć na głupie pytania Tiny, otworzyły się główne drzwi i weszła
grupa pierw-szoklasistek z głośnym bon jour -
dzień dobry, gdyż był to jeden z nielicznych zwrotów, które zdążyły poznać. Nasza klasa zapomniała
o mnie i zajęła się tym, co frapowało ją już od tygodnia, czyli przyglądaniem się Macey McHenry.
Była pierwszą osobą, która łączyła czarny lakier do paznokci z białą bluzeczką z okrągłym
kołnierzykiem (to tylko przypuszczenie), a jej diamentowy kolczyk w nosie wyglądał jak warty
dwadzieścia tysięcy dolców pryszcz. Ale dla osób spoza szkoły Macey McHenry mogła wyglądać
jak jedna z nas. Przeszła głównym holem, jakby była właścicielką całej posiadłości (zresztą zawsze
tak się zachowywała), nałożyła sobie zieloną sałatę bez sosu (jak zawsze) i podeszła do naszego
stolika. Klapnęła obok Bex i powiedziała:
- Te karzełki są wpieniające.
To z kolei nie było już takie typowe. Do tej pory Macey mówiła zwykle rzeczy typu: Zasłaniasz mi!"
albo Gdyby potrzebna była operacja plastyczna, to polecam gościa mojej mamy w Palm Springs".
(Oczywiście, pan Smith nie zanotował sobie numeru telefonu do tego
gościa". Aż tu nagle siedzi z nami, mówi do nas i zachowuje się jak jedna z nas!)
Liz odezwała się pierwsza:
- Je me demande pourquoi elle a dćcidś a parler d nous aujourd'hui.
Comme c'est bizarre!
Ja też nie miałam pojęcia, czemu Macey zebrało się na gadanie.
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, Macey warknęła do Liz:
52
- Ja też nie mam ochoty z tobą gadać, dziwolągu!
Dopiero zaczynało do mnie docierać, że nawet taka odpicowana księżniczka, którą wywalono z
niejednej prywatnej szkoły, może sobie całkiem niezle radzić z francuskim. Tymczasem Macey już
pochylała się do Liz, która z kolei odsuwała się jak najdalej.
- Powiedz mi - imitowała południowy akcent najbardziej nieudolnie jak się dało - jak ktoś, kto niby
powinien być taki mądry, może być taki głupi?
Blada twarz Liz natychmiast stała się czerwona, a w kącikach oczu pojawiły się łzy. Zanim się
zorientowałam, Bex poderwała się z krzesła i wykręciła Macey rękę, drugą dłonią chwyciła za
diamentowy kolczyk w nosie, a zrobiła to w takim tempie, że zdołałam tylko zmówić krótką modlitwę
dziękczynną za sojusz z Brytyjczykami (zakładając, że nigdy nie urządzimy powtórki z wojny o
niepodległość).
Bex odezwała się po angielsku:
- Wiem, że jesteś opózniona o trzy lata, ale udzielę ci teraz krótkiej, ale ważnej lekcji - powiedziała
to po angielsku pewnie dlatego, że po francusku trudniej brzmieć groznie. Najdziwniejsze jednak
było to, że Macey się uśmiechała, prawie śmiała w głos, czym kompletnie zaskoczyła Bex.
Na korytarzu robiło się coraz ciszej, jakby ktoś przykręcał głośniki.
Zanim ucichli nauczyciele, pochyliłam się nad stołem, żeby chwycić Bex wciąż kurczowo trzymającą
Macey, a Liz uczepiła się tabliczki z wypisanymi pięcioma najważniejszymi miejscami w Sankt
Petersburgu, gdzie można nielegalnie zdobyć materiały wybuchowe.
- Rebecco! - Rozległ się męski głos.
Odwróciłam się, tracąc z oczu złośliwy uśmieszek Macey, i zobaczyłam Joego Solomona, a Bex
dopuściła nieco krwi do ramienia Macey.
58
- Jak się domyślam, możesz przez to narobić sobie kłopotów - powiedział.
To fakt, dziewczęta z Gallagher nie biją się na korytarzach. Nie popychamy się i nie trącamy, a
przede wszystkim nie używamy przeciw sobie nawzajem naszych umiejętności. Nigdy. Fakt, że na
Bex nie rzuciło się natychmiast mnóstwo osób, świadczył tylko o tym, że wszyscy gardzili Macey i
uważali ją za osobę z zewnątrz. Ale przecież pan Solomon też był z zewnątrz. I może właśnie dlatego
powiedział:
- Skoro tak bardzo chcesz się popisywać, to dziś wieczorem ty i twoje koleżanki będziecie miały ku
temu okazję. - Spojrzał na mnie i Liz. -
Powodzenia.
Chyba nie chciał powiedzieć czegoś w stylu: Nie dajcie się, będzie dobrze", ale raczej: Lepiej
uważajcie, bo kiepsko skończycie".
Liz wróciła do swojej tabliczki, a my z Bex spojrzałyśmy na siebie.
Przerażone miny zastąpiło wielkie podekscytowanie. Dla dziewcząt z Gallagher udział w misji to
żadna kara - to jest, kurczę, jak najwyższe odznaczenie! Ale głęboko we mnie czaił się jednak strach,
bo przecież miałyśmy igrać z ogniem - pewnie dosłownie i w przenośni.
Macey wróciła do swojej sałatki, a pan Solomon dodał:
- Et n'oubliez pas, mesdemoiselles, ce soir vous etes des civils, ressemblezy.
Tylko tego mi było trzeba: modowe porady od samego Joego Salomona.
Główny hol wrócił do normalności, ale nie sądzę, żeby ktokolwiek z naszej klasy przełknął jeszcze
choćby kęs. Poza Macey oczywiście.
Jakbyśmy same tego nie wiedziały, Joe Solomon właśnie przypomniał
nam wszystkim, że już wkrótce opuścimy bezpieczne mury szkoły i udamy się na naszą pierwszą
prawdziwą operację szpiegowską.
54
Cztery lata ćwiczeń, a jak przyszło co do czego, to ja oczywiście nie miałam w co się ubrać.
Nie wiem, jakim cudem, ale między pierwszą a szóstą czterdzieści pięć po południu cała klasa
uczennic Akademii Gallagher dla Wyjątkowych Dziewcząt zmieniła się z adeptek szpiegostwa w
normalne nastolatki. To było dość przerażające.
Liz przez całe popołudnie pracowała nad uzyskaniem wyglądu tajnego agenta, od obowiązkowej
skórzanej lakierowanej torebki począwszy, na toczku skończywszy. (To była dość stara książka). Na
korytarzach rozlegały się przerażające okrzyki: Widziałaś moje czarne buty?!" i Ma ktoś lakier do
włosów?!"
Naprawdę zaczynałam się martwić o przyszłość bezpieczeństwa narodowego. Bex wyglądała
zjawiskowo (jak zwykle), Liz całkiem głupio (ale spróbujcie powiedzieć jej coś takiego), a Macey
tak pilnie studiowała Cosmo', jakby ustalenie, czy zieleń zastąpi modną czerń, było sprawą życia i
śmierci. Ja siedziałam na łóżku w starych dżinsach i czarnej bawełnianej koszulce, w której mama
kiedyś wylądowała spadochronem na dachu Ambasady Iranu, żeby rozbroić tykającą bombę.
Do pokoju wpadła Tina:
- To czy to? - spytała, pokazując czarne skórzane spodnie i krótką spódniczkę.
Już miałam powiedzieć ani jedno, ani drugie", kiedy wparowała Eva Alvarez:
- Dobre będą? No, bo nie wiem, czy się nadają! -Machnęła nam przed oczami tak wysokimi
szpilkami, że na sam ich widok zabolały mnie stopy.
- Hm... a umiesz w nich biegać? - zapytałam.
Eva nie miała jednak szansy odpowiedzieć, bo ktoś ją uprzedził:
- W Mediolanie to teraz ostatni krzyk mody.
60
[ Pobierz całość w formacie PDF ]