[ Pobierz całość w formacie PDF ]
- Słucham! - ponaglił. Podsunęła mu pod nos szpulkę.
- Szukałam taśmy. Czy twoja mama naprawdę korzysta z tego
przedpotopowego grata? - Podeszła do biurka, na którym stała
maszyna.
- Owszem. Czasami słyszę, jak na niej bębni.
- No to pora już, żeby sprawiła sobie nową maszynę, a
najlepiej prosty komputer. Czemu go jej nie kupisz?
- Nie prosiła mnie o to.
- A musi aż prosić? Czy na przykład sekretarce pozwoliłbyś
pisać na takim wraku? - Mówiąc to, zdjęła zerwaną taśmę i
RS
43
skoncentrowana na zakładaniu nowej nie zareagowała od razu,
gdy, przyglądając się jej, powiedział:
- Felicja nie ma głowy do urządzeń technicznych. Mówi, że to
dla niej zbyt skomplikowane.
Wystukała parę słów i uśmiechnęła się z satysfakcją, widząc,
że taśma odbija prawidłowo.
- PC to nic skomplikowanego. Nawet dziecko może go
obsługiwać.
- A ty potrafisz? - zapytał złośliwie.
- Tak się składa, że potrafię.
- Ciekawe.
- Bardzo. W ostatniej klasie - dodała cierpliwie - zrobiłam
kurs dla sekretarek, bo tak chciał mój ojciec, nim puścił mnie do
szkoły teatralnej.
- Roztropny człowiek. - Przez chwilę patrzył na starą maszynę
i nagle uśmiechnął się z nostalgią. - Kupił ją ojciec. Pamiętam,
że uczyłem się na niej pisać.
- Czyli że ma wartość sentymentalną. Może właśnie dlatego
twoja matka nie chce się jej pozbyć?
- Nie sądzę. Jeśli chodzi o rzeczy, była zawsze "bardzo
praktyczna... A gdybym tak - zastanowił się głośno - kupił jej
nowoczesny sprzęt, to nauczyłabyś ją z niego korzystać?
- Oczywiście. Miałaby się poza tym czym zająć. Ile w końcu
można czytać albo oglądać telewizję?
Kiedy wyszedł, zabrała się do listów, ale przez cały czas
dręczyło ją nieprzyjemne uczucie, że spiskuje za plecami Felicji.
Obawiała się również i tego, że jeśli pani St Aubyn nie zechce
przyjąć komputera, Linus - zresztą zgodnie z prawdą - powie, że
to był jej pomysł. Jednakże, oddając listy do podpisania,
powiedziała:
- Niestety, nie wyglądają zbyt pięknie... ale to ta stara
maszyna robi błędy.
- A gdzie tam! Dziękuję! Poradziłaś sobie lepiej ode mnie.
RS
44
- Nigdy w życiu nie pisałam na takim, wybacz, gracie. Teraz
nawet w najmniejszej firmie jest komputer. Próbowałaś kiedyś
pisać na komputerze?
- Wielkie nieba, nie! To takie skomplikowane!
- Wcale nie! Musiałby ci tylko ktoś pokazać. Pani St Aubyn
zerknęła znad arkusza.
- Naprawdę? - zapytała nieco spłoszona. - Myślisz, że
potrafiłabym się czymś takim posługiwać?
- Jak najbardziej. Mogłabym cię nauczyć.
- Szybko?
- Pisania listów? W parę godzin.
- Ale taki sprzęt jest pewnie okropnie drogi.
- Nie droższy niż dobra maszyna do pisania... no, może
trochę... a ile łatwiejszy w obsłudze.
W oczach Felicji błysnęło żywe zainteresowanie.
- Wiesz... chyba się zdecyduję. Ale jak to kupić? Nie będę
umiała wybrać...
- A Linus nie mógłby się tym zająć? On będzie wiedział
najlepiej, co ci się najbardziej przyda.
- Prawda! Zwietna myśl!
Uradowana, podpisała resztę listów i oświadczyła, że na
kolację schodzi na dół. Leżenie w łóżku już stawało się nudne.
Linus był w saloniku i rozmawiał przez telefon, lecz spojrzał
pytająco, gdy Red uchyliła drzwi.
- Twoja mama chce cię widzieć. Kiwnął głową, nie
przerywając rozmowy.
Nie spodziewała się, że zostanie na kolacji, toteż nie kupiła
nic szczególnego. Postanowiła przyrządzić gulasz z fasolą,
której dwie puszki znalazła w spiżarce. Wszedł do kuchni, gdy z
garnka zaczął się dobywać charakterystyczny zapach.
- Cassoulet - powiedział, podnosząc pokrywkę.
Przez sekundę wydawało się jej, że znowu chce ją obrazić, i
zmierzyła go wzrokiem, gotowa odparować kąśliwie, gdy nagle
RS
45
uświadomiła sobie, że po prostu rzucił francuską nazwę
potrawy.
- Tak.
Zorientował się jednak, że coś się jej pomyliło, i wybuchnął
śmiechem.
- Zdawało mi się, że pracowałaś w restauracji...
- W Australii mówi się na to gulasz. Prosto i jasno. Nie
potrzeba nam wyszukanych nazw. Od razu wiadomo, o co
chodzi i albo to jesz, albo nie.
- Pewnie, że jem. Przydałby się do tego chleb czosnkowy.
- Ale go nie ma.
- To zaraz będzie.
Nie czyniąc zamieszania, znalazł w szafkach potrzebne
produkty i zmiażdżył pół ząbka czosnku. Ponownie, ale tym
razem z innego powodu, uderzyło ją to, że Linus w kuchni czuje
się tak swobodnie. Ciekawe, od jak dawna mieszka sam,
pomyślała i chciała pójść na górę, ale ją zatrzymał.
- Poczekaj... Felicja oznajmiła mi, że postanowiła kupić
komputer. Bardzo to sprytnie urządziłaś, myśli, że sama na to
wpadła.
- Rozwiałeś jej złudzenia?
- Nie. Oczywiście, że nie... Dlaczego miałbym to zrobić?
Wzruszyła ramionami.
- Z przekory, dla zabawy, bo ja wiem zresztą...
- Słuchaj... - Umilkł na moment. - Jeśli mamy żyć pod jednym
dachem, to chyba powinniśmy uzgodnić parę spraw.
- Na przykład co?
- Na przykład to, że wzajemne dokuczanie donikąd nas nie
zaprowadzi, a już na pewno nie pomoże Felicji.
- To ty zacząłeś.
- Rozbrajająco dziecinna uwaga.
- Proszę... Potwierdzasz tylko to, co przed sekundą
powiedziałam.
RS
46
Wyjął bagietkę z lodówki, pokroił ją i zaczął smarować
czosnkowym masłem.
- Niech ci będzie - odparł z miną cierpiętnika. - Nazwijmy to
paktem o nieagresji czy jak wolisz. Zgadzasz się?
- Czy to oznacza, że nie będziesz mnie już oskarżał o to, że
jestem tu tylko dlatego, żeby łatwiej zdobyć rolę?
Spojrzał na nią jeszcze przenikliwiej niż zwykle.
- Zgoda. Nie będę.
- Chociaż dalej tak myślisz.
- Nieważne, co myślę. Tak czy owak, nie mam zamiaru
dopomagać ci w karierze aktorskiej, więc nie musimy ciągle do
tego wracać. No to jak? Rozejm? - Gdy nie odpowiadała przez
dłuższą chwilę, zagadnął drwiąco: - Tak ci się trudno
zdecydować?
- Owszem.
Ze skrzywioną miną wstawił pieczywo do piekarnika, po
czym wyprostował się i z rękami na biodrach czekał na
odpowiedz.
Przyzwyczajona była do obcowania z twardzielami - bo
przeważnie tacy ludzie pracowali na farmie ojca - i typ tak
zwanego silnego mężczyzny nie wzbudzał w niej ani obaw, ani
szczególnego entuzjazmu. Linus natomiast stanowił wielką
niewiadomą. Mogła jedynie podejrzewać, że jest próżny i
potrafi osiągać swoje cele niekoniecznie czystymi metodami.
Tak naprawdę nie potrafiła jednak odgadnąć jego natury ani -
[ Pobierz całość w formacie PDF ]