[ Pobierz całość w formacie PDF ]

CierpliwoÅ›ci, nakazaÅ‚ sobie w duchu. Po to praco­
wał po godzinach, by teraz mógł się nią wykazać.
A potem pomyślał, że gwiżdże na to.
- Posłuchaj mnie, ale uważnie. - Chwycił Natalie
za klapy żakietu. - Odwożę ciÄ™ teraz do biura. Zro­
zumiano?
- Nie sÄ…dzÄ™...
- Zrozumiano? - SzarpnÄ…Å‚ jÄ… za klapy.
Chciała zakląć, ale ugryzła się w język. Głupio
byłoby się kłócić.
- Dobrze, ale samochód bÄ™dzie mi pózniej potrzeb­
ny. Podrzuć mnie, a dalej będziesz musiał sobie radzić
sam.
- PosÅ‚uchaj mnie - powiedziaÅ‚ beznamiÄ™tnym to­
nem. - Póki po ciebie nie wrócę, nie wolno ci nigdzie
jechać samej.
- Przecież to śmieszne. Mam mnóstwo spraw do
załatwienia.
- Nigdzie nie jedz sama - powtórzyÅ‚. - W przeciw­
nym przypadku zadzwoniÄ™ do kumpli z Komendy
Policji w Urbanie i każę im cię pilnować. - Zobaczył,
że otwiera usta, by zaprotestować, ale nie pozwolił jej
342
nic powiedzieć. - MogÄ™ też zabronić wstÄ™pu do twoje­
go sklepu wszystkim, prócz funkcjonariuszy straży
pożarnej oraz policji, aż do odwołania.
- To brzmi jak grozba - stwierdziła urażona.
- Uparta z ciebie sztuka, Natalie. Albo każesz
jednemu z twoich fagasów wozić się dziś po mieście,
albo nalepię na drzwiach sklepu zakaz wstępu na
następne tygodnie.
MógÅ‚ speÅ‚nić grozbÄ™. PoznaÅ‚a to po jego zawziÄ™­
tej minie. Dlatego uznaÅ‚a, że rozsÄ…dniej bÄ™dzie od­
dać mu punkt w negocjacjach, by utrzymać swoje
pozycje.
- Dobrze. WezmÄ™ szofera na wszystkie spotkania
poza biurem. Chciałabym ci jednak przypomnieć, że
ten świr podpala moje budynki, ale mnie nie grozi.
- Zadzwonił do ciebie. To wystarczy.
Była zła, że ją tak przeraził. Mimo to ze spokojem
zabrała się do pracy. Do południa zorganizowała ekipę
sprzątaczek, czekającą tylko na zgodę Ryana. Kazała
też swojej asystentce skontaktować się z dekoratorem
w sprawie nowych dywanów, farby, firanek i tapet.
Odebrała jeden histeryczny telefon z Atlanty i jeden
obelżywy z Chicago, zdołała również uspokoić rodzinę
w Colorado Springs.
- Maureen - ponagliÅ‚a przez intercom asystent­
kę - wydruki były mi potrzebne pół godziny temu.
- Tak, pani Fletcher. DzwoniÅ‚am do dziaÅ‚u ksiÄ™go­
wości. Już nad tym pracują.
- Powiedz im... - Ugryzła się w język i spróbowała
mówić spokojniejszym tonem. - Powiedz im, że to
sprawa priorytetowa. Dziękuję ci, Maureen.
Odchyliła się w fotelu i zamknęła oczy. Cięty język
może być zaletą w negocjacjach, ale zjadliwość to
grozna wada. Jeżeli ma do końca dnia skutecznie
343
prowadzić spotkania, musi wziąć siÄ™ w garść. Rozluz­
niła zaciśnięte pięści i spróbowała się zrelaksować.
Była już bliska sukcesu, gdy usłyszała pukanie do
drzwi. Na widok gÅ‚owy Melvina szybko siÄ™ wypros­
towała.
- %7łyjesz? - zapytał.
- %7łyję, ale co to za życie - odparła. - Wejdz.
- Przynoszę dary - oznajmił, wnosząc do pokoju
tacÄ™.
- Jeżeli to kawa, może zdołam wykrzesać z siebie
tyle energii, żeby wstać i cię wycałować.
Melvin oblał się rumieńcem i zachichotał.
- To nie tylko kawa, ale i sałatka z kurczaka. Nawet
ty czasami powinnaś coś zjeść, Natalie.
- Nie musisz mi tego mówić. - Przyciskając dłoń
do żołądka, wstała, by usiąść obok niego na sofie. -
Burczy mi w brzuchu z głodu. To bardzo miło z twojej
strony, Melvin.
- Ponieważ twój telefon rozgrzaÅ‚ siÄ™ do czerwo­
ności, powiedziałem sekretarce, żeby przygotowała ci
kanapki. Jak ty zrobisz przerwę ~ zaczął się bawić
jaskrawoczerwonym krawatem - to i my będziemy
mieli chwilÄ™ wytchnienia.
- Chyba dziś przesadziłam trochę z pracą. -Natalie
z lubością wciągnęła w płuca aromat świeżej kawy.
Melvin usiadł obok niej.
- Czy znajdziesz czas, żeby mi podczas lunchu
opowiedzieć, jak przedstawia się sytuacja w naszym
flagowym sklepie?
- Nie aż tak zle, jakby się można spodziewać. -
Natalie zrzuciła buty i oparła nogi o stolik. - Pożar
wybuchł w biurze, ale sądząc po tym, co widziałam,
wystarczą drobne poprawki. Najważniejsze, że towar
nie uległ zniszczeniu.
- Dzięki Bogu. - Melvin odetchnął z ulgą. - Oba-
344
wiam się, że tym razem mój wdzięk nie wystarczyłby,
aby kierownicy pozostałych sklepów zgodzili się po
raz drugi rozstać z częścią zapasów.
- Tym razem mieliśmy szczęście - powiedziała
Natalie pomiędzy kolejnymi kęsami - ale...
- Ale co?
- Jest w tym pewien wyrazny schemat, który mnie
niepokoi. Ktoś bardzo nie chce, żeby nasz sklep
wystartował w terminie.
Melvin wziął bułeczkę z talerza i rozłamał ją na
dwoje.
- NaszÄ… najwiÄ™kszÄ… konkurentkÄ… jest firma  Luk­
susowa Dama".
- Też o tym myślałam, lecz to do nich nie
pasuje. Firma ta istnieje na rynku od ponad pięć­
dziesięciu lat. Jest solidna i szacowna. Niepokoi
mnie jednak myÅ›l, że w grÄ™ mogÅ‚o wchodzić szpie­
gostwo gospodarcze. Mam na myśli również naszą
firmÄ™.
- Przypuszczasz, że mógłby to być ktoś z naszych
ludzi? - Melvin stracił apetyt.
- To ewentualność, która mi się bardzo nie podoba,
muszę jednak wziąć ją pod uwagę. - Natalie popijała [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • themoon.htw.pl
  •